Akcja · 5 min czytania
Daydreamers (Kości) - Rozdział 2.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
2.
Oczywiście nie chodziło o kość zwierzęcą czy ludzką. Sigma nazywał tak małą, nieregularną metalową kostkę, mniej więcej w rozmiarze kości do gry, ale bez połysku typowego dla biżuterii.
Edyta natychmiast sięgnęła do kieszeni bluzy. Gdy palce wyczuły znajomy kształt, dziwne uczucie przeszyło jej ciało — mieszanka złości i lęku, jak zimny dreszcz pod skórą. Na moment cały świat wokół niej ściemniał, choć słońce nadal mocno grzało przez szyby kawiarni. Ten półmrok trzymał ją tylko chwilę, gdy wyciągnęła rękę z kieszeni. Niepokój nieco zelżał, ale pozostało przytłumione oszołomienie, jak po zetknięciu z naelektryzowaną klamką drzwi, która zostawia dziwne mrowienie na palcach.
Kostka nie wyróżniała się niczym specjalnym — szorstki metal o matowej fakturze, który przywodził na myśl surowy, niedoszlifowany minerał. Edyta pewnie by ją zignorowała, gdyby nie jej dziwna właściwość: potrafiła w okamgnieniu zmienić nastrój, wywołując coś niepokojącego i nie do końca zrozumiałego.
Znalazła ją w niezwykły sposób — leżała na podłodze obok łóżka. Rano wstała i przypadkiem na nią wdepnęła. Nie mieszkała sama, więc była pewna, że zgubił ją jeden z chłopaków, z którymi dzieliła mieszkanie. Nikt się jednak do tego nie przyznał. Kostka była jak zapalniczka po imprezie — niby niczyja, a jednak ostatecznie zostaje z tobą na dłużej.
Część 22 / 2
— Po prostu ją wyrzuć — rzucił Paweł, jej najlepszy przyjaciel. On i jego chłopak, Rad zwany Różem z powodu wściekle różowych loków, również dotykali kostki, ale czuli tylko chłód metalu, bez żadnych dziwnych odczuć.
— Jeśli cię tak drażni — kontynuował Paweł, marszcząc brwi — to pewnie coś siedzi w twojej podświadomości. Jakieś stare wspomnienia albo traumy. Może ktoś cię nią jebnął w przedszkolu?
To było bardzo w stylu Pawła — faceta o gładkiej powierzchowności modela fitness, którego wiedza o świecie była zlepkiem poradników samorozwoju i etykiet na suplementach. Kochała go za to, że nie miał w sobie nic z patetycznego szpanu.
Nie chciała jednak drążyć tematu, żeby nie wyjść na