Hobby · 4 min czytania
Degustacja lasu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Najbliższą niedzielę postanowiłam spędzić inaczej. Po prostu na włóczędze po moim lesie. Nie miałam ochoty spotykać ludzi. Tam widać jak na dłoni każde przemijanie. Odchodzi jedno życie, przychodzi następne. Mało tego – widać zgodę na taki stan rzeczy. Od żadnego drzewa nie śmierdzi alkoholem, czasem po dróżce śródleśnej przejdzie matka z wózkiem, jakby chciała aby jej maleństwo oddychało wyłącznie lasem. Może zobaczę i tu mojego znajomego, który nigdy nie chodzi przez wieś, lecz wyłącznie między zagajnikami a może spełnię jedno z moich marzeń i w końcu przyrosnę do pniaka ?
Było zimno, ale ja nie czułam chłodu. Ubrałam ciepły polar, na głowę zarzuciłem kaptur. Po drodze spotkałam Antoniego. Był trochę „pod wpływem”, ale nie na tyle, by nie można było z nim po ludzku porozmawiać. W końcu sobie poszedł, a ja oddałam się całkowitej degustacji lasu.
Tutaj ( w lesie) zawsze czułam się wolna. Nikt mi nie dyktował warunków – czym mam pisać : długopisem, ołówkiem, czy piórem. Tutaj nie padało ani jedno słowo, najwyżej nieokreślony dźwięk wydawała spadająca gałąź czy kolejna szyszka. Tutaj wyżywał się wiatr, łamiąc czubki sosen lub nawet pnie. Widać było bezwzględność natury, płożące się po ziemi nagie korzenie, które jakimś cudem utrzymują drzewa w pozycji pionowej w piaszczystym terenie. Tutaj czuję, że mnie nie ma lub za chwilę nie będzie, że mogę w jakiś sposób oddalić nieuchronne, czyli smród gnuśnienia, może nawet uciec od niego na tyle daleko, że nigdy nie podniosę rękawicy od głupoty i zaniechania. A przecież widzę to u wszystkich, którzy wychodzą z domów tylko dlatego, żeby…