Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 7 min czytania

Demon Tiffany

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Demon Tiffany

Weszła do baru zwracając na siebie powszechną uwagę. Szła z podniesioną głową i pogardliwym spojrzeniem. Bił od niej intensywny zapach różanych perfum. Zamówiła whiskey z lodem i usiadła przy barze. Sączyła powoli trunek rozglądając się po lokalu. Ubrana w czarne, zwężane spodnie i białą koszulę zwracała na siebie uwagę wielu mężczyzn, tym bardziej że założyła też prześwitujący czarny stanik uwydatniający jej, dość duże jak na tą posturę, piersi. Pierwszy podszedł gracz w bilarda. Zbliżył się dyskretnie i zaproponował kolejną szklaneczkę oraz partię gry. Zbyła go w dwóch słowach i wróciła do powolnego sączenia whiskey. Lód już prawię do końca stopniał, gdy podszedł kolejny chętny. Ten był graczem w pokera. Zaproponował drinka i zaprosił do stolika, gdzie siedziało jeszcze dwóch innych pokerzystów. Tak, jak i poprzedni, adorator nie spotkał się z aprobatą owej damy. Przez cały wieczór kolejni mężczyźni starali się zdobyć jej względy. Zakładali się nawet o bajońskie sumy, kto ją poderwie. Jednak efekt zawsze był ten sam: zostawali zbyci zanim skończyli mówić. Około północy wyszła zostawiając za sobą rozwiane nadzieje mężczyzn, oraz kilka pustych szklanek po whiskey. Smutni adoratorzy moczyli teraz pyski w ogromnych kuflach piwa. Wyszła na ciepłe, czerwcowe powietrze, a ja za nią. Po kilku krokach przystanęła i odpaliła cienkiego papierosa. Stanąłem koło niej i zrobiłem to samo (z tą różnicą, że ja paliłem L&M czerwone). Zaciągnąłem się w ciszy kilkakrotnie i w końcu się odezwałem. – Zgrywa pani niedostępną? – Nie zgrywam, jestem niedostępna. – odpowiedziała, a głos miała czysty i melodyjny. – W takim razie po co pani przyszła do tego baru? – spytałem. – Nie pana w tym interes. Żegnam – rzuciła niedopałek i ruszyła dalej. Nie poddawałem się, poszedłem za nią. – Czerpie pani przyjemność z niszczenia czyichś ambicji, czyż nie? – Zostaw mnie w spokoju, zboczeńcu. – A co jeśli nie? – Wezwę policję. – Nie wezwie pani. – Jest pan pewien? – Tak, jestem. Skręciliśmy w boczną uliczkę, którą oświetlała tylko jedna lampa z ledwo tlącą się żarówką. Stanęła dokładnie pod nią, obróciła się, wyciągnęła przede mnie palec wskazujący i spojrzała mi w oczy. – Słuchaj, człowieku. Nie masz pojęcia z kim zadzierasz. – wzrok miała zimny i przeszywający, ale zniosłem go . Staliśmy przez jakiś czas patrząc sobie w oczy. Żadne nawet nie śmiało mrugnąć. Po upływie ponad piętnastu minut zobaczyłem to, co chciałem zobaczyć, a ona momentalnie spuściła wzrok. – Jak się pan nazywa? – spytała nieoczekiwanie. – Christian Wild – odpowiedziałem. – Jestem Tiffany Well – wyciągnęła rękę, którą uścisnąłem delikatnie. – Zaimponował mi pan, muszę przyznać. Jest pan nieustępliwy, kręci mnie to. – uśmiechnęła się uwodzicielsko. Niespodziewanie złapała mnie za kołnierz koszuli i pociągnęła za sobą do wnęki w ścianie, której wcześniej wcześniej nie zauważyłem. Okazała się to być klatka schodowa, po której, po omacku, wciągnęła mnie na piętro. Weszliśmy do mieszkania w zupełnej ciemności i powędrowaliśmy do łóżka. – Jestem twoja, Romeo. – powiedziała leżąc na mnie i łapiąc mnie za krocze.

Trudno jest wyjąć kajdanki ze spodni podczas, gdy ujeżdża cię napalony… demon, pomyślałem szukając swoich spodni. Znalazłem. Szczęśliwym trafem ma metalowe oparcie łóżka. – Och, och, uch – jęczy Tiffany patrząc w sufit i kładąc rękę na oparciu. Teraz albo nigdy, myślę. Wyjmuję kajdanki i szybko zatrzaskuję…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%