Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Dobić dzień.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

My wiemy ile w tym tekście jest prawdziwych uczuć. My wiemy ile jego pisanie zabrało bólu, ile ran rozdrapało, o jakim smutku przypomniało. Wami się nie przejmuje. Zrozumiecie dobrze, nie zrozumiecie tym lepiej. Zanim się zacznie, zanim się wczujecie – lub nie... podziękowania, dla Ciebie, chociaż Cię nie było.

Okno otwarte. Drzwi trzasnęły. Kartki splamione łzami pofrunęły gdzieś w ciemny kąt pokoju. Po ręce spływa krew. Bynajmniej nie od cieć, a jedynie głębszych zadrapań kota. Radość zwierząt bywa nieokreślona, a tym bardziej jej wyrażanie przez nie. Wzrok utkwiony gdzieś poza granicami pokoju, myśli i obrazy powracają przed jej oczy. Typowe gotyckie dźwięki wypełniają pomieszczenie. Nie słyszała jednak muzyki, jakieś urywki, pojedyncze sekundy może docierały do jej świadomości – nic więcej. Próbowała pozbyć się tych wszystkich wspomnień z tego dnia. Starała się wymazać uczucie, które cały dzień podsuwało jej tylko jeden wniosek – „jestem nic nie warta”. Do wszystkiego doszedł także głód, który choć na mieście nie przeszkadzał w ogóle to już w tym ciemnym znanym doskonale jej pokoju zaczął o sobie przypominać. Z drugiej strony pragnienie ciepła. Na mieście zimno przedostawało się bez problemu przez warstwy ubrania, tu gdzie normalnie panuje ciepło... Dziś przy otwartym oknie było mroźno, podmuchy wiatru zwijały firankę. W ciemności, na czarnym biurku coś nagle rozbłysło, oświetlając na parę sekund położone bezładnie książki. Dzwonili znajomi. Osiemnasta dwadzieścia trzy. Więc tyle czasu minęło, aż zdecydowali się dłużej na nią nie czekać. Mogła zadzwonić i ich uprzedzić, że nie przyjdzie. Zapomniała? Po części. Trochę też chciała by poczekali. By ktoś pamiętał. Tak jakby w jakimś momencie mogła tylko dzięki pragnieniu przenieść się te kilkanaście kilometrów do nich i przez łzy czy normalnie uśmiechać się. Tego jej brakowało. Choć nie była – myśląc na tym - poczuła się uwięziona. Nie odebrała wtedy. Nie zdążyła. Ale w zamian oddzwoniła. Po drugiej stronie znajome głosy, śmiech i szum miasta. Tak kontrast przy tej ciszy tutaj. Zdławionym głosem wypowiedziała w końcu, że jej nie będzie i odsłuchawszy krótkich pozdrowień odłożyła w połowie czyjejś wypowiedzi słuchawkę. Nie będą mieli za złe. Zrozumieli, że coś jest źle. Skoro ciemność zaburzona została już rozświetlonym ekranem komórki, a cisza – pomijając te nuty płynące z ciemnego kąta – przez rozmowę, zapaliła światło i sięgnęła po zeszyty. Same schematyczne zadania, wpada się w rytm i szybko lecą. Gdyby tylko ten długopis chciał pisać po kartce na którą spadło kilka łez. Po wypisaniu ostatnich słów, powróciła świadomość beznadziejności, powrócił głód, chłód zniknął gdzieś z zamkniętym oknem... powróciła też wena. Myśli. Świadomość, że przy całej swojej wiedzy o ludziach, o sobie,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dobić dzień. — czytnik · opowiadania