Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

DOBRANOC KOCHANIE

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień był ciężki. Kamil znowu wrócił później. Tak się bałam, że może policja go przesłucha, może moi rodzice...och! Tak dawno ich widziałam, ale musiałam uciec. Wiedziałam, jaka będzie reakcja ojca. Miałam nawet, proroczy według mnie, sen: -Tato... -No tak kochanie? -Ja... -Masz jakiś problem? -Ja...jestem w ciąży -Co!??? -Będę miała dziecko, maluśkiego bobasa. -Nie dziecko, nie możesz tak! Studia są najważniejsze. Usuniesz ciążę! -Kiedy ty w końcu zrozumiesz, że ja nie jestem już dzieckiem!! -W takim razie nie będziesz mieszkać w moim domu. Żegnaj. ... Byłam pewna, że gdybym została, tak by się skończyło. Więc, po co miałam to przeżywać?

-Marta! Mówię do ciebie!! Czy ty mnie słuchasz?? -Tak kochanie. Jak tam na budowie? -Dobrze, to znaczy tak jak zawsze. -Wiesz...myślałam o dziecku i o nas. Czy ty mnie kochasz?? Zaległa cisza. Nigdy Kamila o to nie pytałam, bo myślałam, że to zbędne. Świadomość, że mnie kocha, nie była mi potrzebna. Aż do tej chwili. Naszła mnie w pewnej chwili myśl samotnego życia i wychowywania córki. Zawsze wydawało mi się, że Kamil przyjął mnie pod swój dach, bo >coś< do mnie poczuł.

Całą noc lało. Jakby specjalnie los chciał, abym nie mogła zasnąć, tylko myślała o Kamilu. Nawet nie wiem, kim on jest. Wiem tylko, że coś przede mną ukrywa. W końcu nie pozwala wchodzić do swojego pokoju.

Przy śniadaniu: -Całą noc nie spałam, a ty…Kamil?? Musiał zauważyć, że nie powiedziałam do niego KOCHANIE. Ale po tej rozmowie (a właściwie braku odpowiedzi), stwierdziłam, że on jest ze mną dla litości. Nigdy nie pytał, kogo nosze dziecko. Sama nie wiem, dlaczego mówiłam do niego kochanie. Nie pamiętam. Ale wydaje mi się, że nie ot tak sobie. -Dobrze, a co? -Tak tylko pytam. W rzeczywistości chciałam jakoś zacząć, żeby potem przejść do gnębiącej mnie rozmowy. W mojej głowie roiły się różne pytania, których już nie mogłam dłużej trzymać. Mieszkam z Kamilem dwa miesiące. Dwa długie miesiące. Jego domek był oddalony od tego, w którym kiedyś mieszkałam o 40 km. Czasem jednak bałam się, że mnie odnajdą. -Kamil… -Co?!? -A kiedy mam się wynieść? -Możesz zostać ile chcesz- powiedział spokojniej niż wcześniej, ale też oschle. -Jesteś pewny? Przecież to ja, ale także moje dziecko -Wiem przecież!! -Aaaaa…acha Był zły Bardziej niż zawsze. Ale czy ja coś mu zrobiłam?!? Nie…raczej nie. Wieczorem wyszłam na spacer. Kamil albo był w swoim pokoju, albo gdzieś wyszedł. Było pięknie. Tyle liści na ścieżce, kilka ptaków przelatujących nad głową, ślicznie. Tylko drzewa chyba chcą być oryginalne, bo są smutne, szare, zmartwione i nagie. Już późna, ale dzięki światłu latarni widzę to piękno. Nie mogę powstrzymać zachwytu i uniesienia!!! Nagle…usłyszałam krzyk…krzyki. Widocznie były tam dwie osoby…tak! Kobieta i mężczyzna! Słyszę dość wyraźnie…kobieta woła o pomoc, a mężczyzna krzyczy na nią… -Cicho bądź. I tak nikt cię

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%