Romans · 3 min czytania
Dobranoc kochanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Widziałeś? Pocałował ją. - Daj mi żyć kobieto! Wyłącz ten cholerny telewizor i zacznij liczyć barany, albo idź rąbać drewno, jeśli nie możesz zasnąć. Chwila ciszy... Bzyczenie latających much w sypialni, modulował głośnik telewizora dźwiękami banalnego romansu, a nieznośny i uciążliwy smród zza otwartego na oścież okna, dodawał uroku prowincjonalnej, sielskiej sce- nerii. - Staszek? - Co znowu? - Dawno nic nie robiliśmy... - Idź porobić sobie na drutach albo obierz kartofle na jutro. - Ale ja chciałabym z tobą tak, jak dawniej, pamiętasz? - Że niby jak? - No wiesz, ty na mnie, ja pod tobą... To się babie na noc zebrało - pomyślał Staszek. Udawał, że śpi. Sztuczne chrapanie wydobywające się z jego ust wywoływało melodyjny rezonans łyżeczki leżącej na szafce nocnej, a posklejane kędziorki bro- dy powiewały, jak skarpetki na sznurku w czasie wichury. Genowefa nie poddając się, knuła plan ataku na starego. Jedną rękę wsuwając głęboko po kołdrę, zanu- rzając w czeluściach krocza swojego męża, chwyciła swą monstrualną dłonią za jądra, a drugą zasłoniła oczy, jakby obawiała się, że za chwilę oberwie lewym łokciowym. Jądra zmieniły kształt w uścisku dłoni wydając dźwięk pękających orzechów. - Osz kur... mać!!! - jęknął…