Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 6 min czytania

Dobrosława

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce powoli zbliżało się ku zachodowi. Jego czerwona ogromna tarcza tak mocno raziła jej oczy. Od transmutacji minęły dopiero 3 dni, więc jeszcze mogła tolerować jego widok. Nie była głodna. Wczoraj upolowała swój pierwszy posiłek. Wielki dorodny jeleń, król puszczy, był jej godny. Starczy na długo, nawet bardzo długo. Ale ten zapach, który się pojawił, był słodki. Człowiek! Biegła szybko przez las mijając szybko kępy znanych sobie drzew. Ktoś, kto nigdy nie widział strzygi, mógłby powiedzieć, że to jedynie cień. Ale ona biegła tam naprawdę. Stanęła na wzgórzu. Odsłoniła swoje białe jak śnieg zęby. -Borzymir. Ostatnia ludzka myśl cisnęła się do jej głowy. To on. Szła do niego powoli. Musiał ją widzieć. To co zostało jej z człowieczeństwa, to ta resztka miłości do niego. Zawołała go. Nie wiedziała, czy ją zrozumiał. Tak bardzo jej się zmienił głos. Podchodziła powoli. Mówiąc tylko: -Kocham! Kocham! Kocham!

Przyszedł do wioski niedawno. Zamieszkał u starego Boguszy. Diabelski jar jest tak daleko od znanych traktów, że tu wzbudzał powszechną ciekawość. Stary Bogusza mieszkał sam. Jego dzieci wyjechały stąd dawno. Do miasta, do szkół. Nigdy go nie odwiedzały. Nie pamiętam nawet czy miał ich sześcioro czy siedmioro. Teraz przyjął tego obcego, który przyszedł nie wiadomo skąd? Do tego przeklętego miejsca, skąd wszyscy uciekali. Wszyscy się pytali, dlaczego właśnie do Bogusza. Bogusz jak był młody nie śmierdział pieniądzem. A teraz, stary, schorowany, opuszczony przez dzieci, sam nieraz przymierał głodem. A ten obcy zaczął, właśnie u niego, pracować tak ciężko. Praca na roli w sezonie bywa harówką, zwłaszcza na jałowych kamienistych polach wsród wzgórz ponad Diabelskim Jarem, gdzie miał swoją ojcowiznę ten starzec.

Poznała go. Nie wiedziała nawet sama, kiedy zaczęli się spotykać. Ten wysoki czarny, mężczyzna przyciągał ją jak magnes. Pytał o wiele, dziwiły go miejscowe zwyczaje. Mówiła mu o wszystkim. Była ćwierkająca jak słowik. Mówiła o kochance proboszcza. Mówiła o problemach z synem sołtysa , o długach młynarza, czy o kościelnym pijaku. Najbardziej jednak wsłuchiwał się w jej głos, gdy opowiadała o dvrilach. Mieszkańcy uroczyska, za trzecim jarem. Ciemne nocne duchy, które wypijają krew z żywych. Musisz wiedzieć, że w Diabelskim jarze, nikt nigdy nie opuszcza chaty po zmroku. Starcy mówili, że ci którym starych praw słuchać się nie chciało, byli znajdowani jakby wyssani ze wszystkich soków. Sama skóra i kości. Podobno kiedyś się to czasem zdarzało, ale teraz, gdy większość młodych wyjechała do miasta, to nikt nie ryzykował wieczornych spacerów. W każdym razie powiedziała, że tu mówi się, że w Diabelskim Jarze nie ma miłości. Chyba jednak trochę to mijało się z prawdą. Uczucie zagrożenia miało i swoje dobre strony. Małe, słodkie tajemnice, o których wiedzieli wszyscy. Zawsze, gdy słońce zbliżało się ku zachodowi, wszyscy, których mrok zastał poza domem, chowali się do najbliższej chaty. A zwyczaj nie pozwalał odmówić człowiekowi

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dobrosława — czytnik · opowiadania