Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

DOBRY UCZYNEK

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Alek szedł mrucząc do siebie. Dzień, mimo że to 24 grudnia, wydawał się szczególnie nieudany. W pracy, szef wyszedł wcześniej zostawiając dokończenie sprawozdania. Z zazdrością wyglądał przez okno biurowca na oświetlone kolorowo miasto, na ludzi śpieszących do domów, na zwijające się stragany już bez choinek. - Zaczekajcie – chciał zawołać z góry – ja jeszcze nie kupiłem. Siadał, potem zły na cały świat i stukał w klawisze komputera. Kiedy już skończył, wybiegł z biura jakby tuż za nim walił się cały świat. Przeszedł ulicę, w kierunku miejsca, gdzie zazwyczaj sprzedawano choinki. Plac okazał się pełen igieł i połamanych gałązek, w głębi wysoki mężczyzna sprzątał wszystko wielką, gęstą miotłą. - Panie – zawołał do sprzątającego przekładając aktówkę pod przeciwne ramię. Mężczyzna z miotłą przestał zamiatać i odwrócił się. Wełniana czapka opadła na lewe oko, a niedopięta i za mała ortalionowa kurtka pozwalała wysunąć się szalikowi. Spojrzał zdziwiony na mężczyznę z aktówką. - Cz? – Zapytał głosem obojętnym. - Masz pan jakąś choinkę? - O tej porze? – Po tych słowach splunął odwracając na chwilę głowę. - Pora nie pora. Nie pytam o porę, ale o choinkę. Ma pan coś do sprzedania? Zapytany odwrócił się i zaczął znowu machać miotłą. - Obraził się pan? Panie, sprzedaj pan choinkę. - Skąd wezmę? Mam jechać do lasu i wyrąbać jedną dla pana? Trzeba było się pośpieszyć. Mężczyzna odwrócił się i począł ruszać miotłą z jeszcze większą siłę. - Panie? Odwrócił się. Postawił miotłę na sztorc, włosiem do góry. - Kupuje pan? – Zapytał uśmiechając się. - Tę miotłę? - Sprawa umowna. Ubierze pan łańcuchem, kilkoma bombkami i choinka jak ulał.- Zdanie zakończył kaszlem przerywanym rechotem. Wytarł wierzchem dłoni zaślinione usta. - Uważaj pan. – Alek ostrzegł. - Na co? – Tamten podniósł i pokiwał kijem od miotły. Odwrócił się i kontynuował zamiatanie. Miotła wydawała szorstkie dźwięki, przesuwając włosiem po podłożu. Alek machnął ręką i jeszcze raz rozejrzał się zrezygnowany. Dzisiaj nic mu się nie układało. Nawe nie zdążył kupić choinki na wieczór wigilijny. Anna go zabije. Był tego absolutnie pewny. Z za zakrętu wyszedł, właściwie wyczłapał, mocno starszy mężczyzna o nieułożonych, długich i siwych włosach wysuwających się z pod wielkiego kapelusza. Wiatr szarpał jego długą i szarosiwą brodę oraz kiwał połami płaszcza, ponaszywanymi tysiącami łat. - Panie, zaczekaj – krzyknął machając aktówką. Starszy mężczyzna wysunął pięść i cofnął się o dwa kroki. -„ Co zrobić? Uciekać?” Pytanie przeleciało przez głowę. Natychmiast postanowił uciekać. Po chwili zmienił zdanie przybierając postawę obronną, co uwidoczniło…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%