Komedia · 5 min czytania
Dobry, zły i herbata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Panował dzień pełen słońca. Po szosie mknął z olbrzymią prędkością mały, czerwony samochód. Zygzakiem wymijał innych, ślimaczących się kierowców nawet na zakrętach i ciągłej linii. W środku można było zobaczyć Bandytę, który jedną ręką trzymał kierownicę, a w drugiej dzierżył pistolet wymierzony w Policjanta. - Zabiłeś mojego brata! – krzyczał. - A ty mojego dziadka! – bronił się Policjant. - Tak, bo ty moją babcię! - A kto rozwalił mojego wujka? - Babcia jest ważniejsza niż wujek. - Wcale, że nie. - Wcale, że tak! Dnia wujka nawet nie ma w kalendarzu. - Ale tu wujek nauczył mnie policyjnego rzemiosła. - Tak? A babcia robiła pyszną szarlotkę! Tego ci nie daruję, łotrze! - Zabiłem ją w samoobronie. Celowała do mnie z kałasznikowa. - Rodzina to rodzina. Tego się nie wybacza. Kłótnia trwała w najlepsze. Policjant i Bandyta znali się od szkoły średniej i od początku nienawidzili siebie. Bandyta pamiętał jeszcze, jak Policjant bezkarnie ukradł mu dziewczynę. Tymczasem mały, czerwony samochód wjechał w wąską ulicę pełną zakrętów. Stoczył ciężki bój o utrzymanie się na asfalcie. Potężna siła odśrodkowa za wszelką cenę chciała zepchnąć go do rowu. W końcu samochód poddał się i z całym impetem uderzył o przydrożne drzewo. Obaj panowie stracili przytomność na około dwie godziny. Pierwszy ocknął się Bandyta. Patrzył na wrak samochodu pytająco. Obok siebie ujrzał, nie dającego znaku życia, Policjanta. Odpiął pas i potrząsnął nim mocno. - Hej, stary, żyjesz? – pytał. Policjant otworzył jedno oko. Potem z trudem uniósł drugą powiekę. Dostosował ostrość widzenia. - Gdzie ja jestem? Co się stało? - Nie wiem. Powiedz mi, kim jestem – prosił Bandyta. Policjant spojrzał na niego. Skupił się. Usiłował sobie przypomnieć, ale nie mógł. - Ja też nie wiem, kim jestem. - Czuję, że znamy się bardzo długo. Jechaliśmy w tym samym samochodzie. Pewnie jesteśmy przyjaciółmi. Zobaczę, jak wyglądam. - Ja też. Panowie zaczęli przeglądać się w lusterkach niczym niewiasty. - Zauważyłem, że jesteśmy bardzo do siebie podobni – powiedział Bandyta. - Może łączą nas więzy rodzinne? - Jesteśmy braćmi? - Możliwe. Nie pamiętamy swoich imion, więc proponuję tymczasowo wymyślić nowe. Ja będę Wiktor, a ty? - Apolinary. Uścisnęli sobie dłonie. - Miło mi. - Mnie również. Zapadło milczenie. Siedzieli w roztrzaskanym samochodzie. Prawie, że na drzewie. Patrzyli przez okna. - Może wysiądziemy? – zaproponował Policjant. - A może jesteśmy parą? – spytał Bandyta.…