Inne · 3 min czytania
dramat deszczu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Krople jednostajnie bębniły w okno. Pomalowana w jasne kolory, pusta sala wyglądała bez zwykłego, słonecznego oświetlenia dość niesamowicie. Jak z filmu grozy. W jej kącie, na wzorzystym zielonym dywanie, w charakterystycznej pozie klęczała młoda dziewczyna. Włosy spięte w kok gejszy, błękitne kimono, na twarzy wyraz olbrzymiego skupienia, momentami przechodzący we wściekłość. Dlaczego mi się nie udaje?! Od kwadransa usiłowała odmalować słowami na żółtawym papierze cud, który odbywał się za oknem. Czuła go każdą komórką ciała. W uszach rozbrzmiewały odgłosy powtarzających się uderzeń o szkło. Ale nie tymi znakami. Nie tak. Nie to kanji na koniec... W geście poddania się dziewczynka odłożyła pędzel i rozżalonym wzrokiem zapatrzyła się w okno. Tak chciała opisać tą tragedię, to potworne zdarzenie, nad którym rozwodzą się - jak nad pustym kwiatem magnolii! – tylko że piękne. Nikt go nie rozumie. Nikt. Miliony odłamków ciężkich, granatowych chmur z przerażającą szybkością spadały w dół, rozbryzgując się na oknie. Utkwione w szybie oczy dziewczyny rejestrowały monotonne potoki, koniec tysięcy istnień podczas zaledwie parunastu minut. Ponura historia przez nikogo nie opłakiwana. Opłakiwała się sama. Wszak każda z jej ofiar podobna była do łzy. Bliźniacze podobieństwo losów tych maleńkich dusz, pomyślała,
tło jednostajne jednostajnie spadają krople w wyścigu.
Każda sekunda przynosiła koniec obłędnej podróży którejś