Medycyna · 4 min czytania
"Droga do Gwiazd"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kontynuacja opowiadania... **************************************
Przebudziłam się dopiero w szpitalu. Wokól mnie kręciło się dużo lekarzy i pielęgniarek. Zza drzwi usłyszałam głos jednego z lekarzy, który mówił do moich rodziców: - Nie jest dobrze, musimy zrobić wszystkie badania, ale nie wykluczam, że to może być białaczka. - Jak to białaczka?! - krzyknęła przerażona mama. - Kochanie, uspokuj się, to jeszcze nic pewnego. - próbował uspokoić ją, mój ojciec. Ja sama nie wiedziałam co dokładnie oznacza słowo "białaczka", ale już wtedy zaczęło to mi się nie podobać. - Mamo co to jest białaczka? - zapytałam bezpośrednio moją mamę, gdy tylko pojawiła się w sali. Wtedy nie wiedziałam, że to może być dla niej takie trudne. - Hmm... Córeczko... - zawahała się - to choroba krwi, ale nie martw się na zapas. Wszystko będzie dobrze. - ucieła. Wtedy zrozumiałam, że lepiej nie brnąć w temat, nie utrudniać rodzicom, bo widziałam, że moja mama była już bliska płaczu. Po kilku dniach diagnostyki jednak potwierdziła się najgorsza z przypuszczalnych diagnoz - ostra białaczka limfoblastyczna typu B zaszeregowana jako L1. (ALL L1). Ale lekarze widzieli swiatełko w tunelu, jak to oni... Później trafiłam na oddział hematologii. Zaczęlo się: tysiące badań, przetoczenia płytek krwi... Zbliżał się termin podania pierwszej chemioterapii. Powoli zaczęłam rozumieć co się ze mną dzieje... Zaczęłam rozumieć, że jestem poważnie chora i nie mogę tak jak moje koleżanki beztrosko bawić się na podwórku. Lekarz prowadzący poinformował nas ,że w najbliższym dniu czeka mnie zabieg wstawienia tzw."katetera" w znieczuleniu ogólnym -to taki port "rurka" wstawiana operacyjnie do żyły niedaleko serduszka ... służąca do podawania leków dożylnie i pobierania próbek krwi....Wtedy to było dla nas coś strasznego ... później okazało się to dla mnie wielkim zbawieniem. No i…