Zbrodnia · 7 min czytania
Druga szansa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dziś kiedy przed kilkoma tygodniami jakimś cudem udało mi się uciec z tego” koszmaru”, w co nadal nie mogę uwierzyć (może to tylko jakiś piękny sen ?), próbuję się pozbierać i w końcu odetchnąć, niestety ale nadal jakaś cząstka mnie pozostaje za żelazną kurtyną… Chodź znalazłem się w całkiem nieznanym dla mnie wcześniej miejscu, zaopiekowano się mną, dano mi schronienie, jedzenie (które z resztą nie zawsze wcześniej było) i bez przerwy powtarzano mi : „nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze”, „zapomnij o tym to już przeszłość, teraz jesteś wolny ! ” to niestety pewna cząstka mnie nadal pozostaje w Korei Północnej, nie potrafię zapomnieć o wszystkich bliskich mi osobach: rodzinie, przyjaciołach, a także o tych którzy przez partię i „Wielkiego” Wodza nigdy już nie zobaczą tego świata – może to i dobrze?, przynajmniej nie będą cierpieć przez kolejne lata ? Wiem, że jedyne co mi pozostaje to oglądać i wspominać ich na zdjęciach, których z resztą nie wiele udało mi się zabrać z sobą. Ucieczka z Korei Północnej jest jak przejście przez walący się most – gdy już ci się uda go przekroczyć, to już nigdy nie powrócisz na drugą stronę, ponieważ byłoby to jak dobrowolne poddanie się karzę śmierci ale i tak w gruncie rzeczy możliwość powrotu jest równa zeru… Granica Południa jest szczelnie chroniona przez połączone patrole armii Republiki Korei i Stanów Zjednoczonych, wysoki na 8 metrów mur, miny i zasieki pod napięciem, możliwość, że mysz się prześlizgnie jest raczej irracjonalna. Cały czas biję się z własnymi myślami, równie często wracam myślami do tamtych ciężkich chwil, krytycznych momentów i chodź państwo w którym żyją moi „bracia” z południa wręczyło mi status uchodźcy politycznego, to wszystko dookoła wydaję się takie dziwne i nie realne w stosunku do mojego wcześniejszego życia. Póki co czuję się tutaj nieswojo, wszystko co widzę odbiega od tego co znałem na co dzień, odbiega od nienormalności, w której jeszcze przed kilkoma tygodniami żyłem. Samo mieszkanie w stolicy jest dla mnie czymś paradoksalnym, na północy spędzanie życia w Phenianie było czymś nie dostępnym dla prostych ludzi, było formą gratyfikacji za „nieskazitelne” życie, oczywiście nieskazitelne w oczach totalitaryzmu, dżucze, partii oraz „wielkiego” Kim Dzong’a !. Teraz gdy jestem w Seulu, patrzę z niedowierzaniem na te tysiące samochodów (na północy, w stolicy owszem są nawet dwunasto pasmowe drogi, tylko praktycznie nic po nich nie jeździ prócz pojazdów bojowych) , zachwycam się światłem po zmroku (elektryczność w moim mieście była czymś bardzo rzadkim, w samej stolicy często brakuje prądu ! ), to że w telewizji są normalne programy i panuje wolność słowa, a nie codzienny pokaz defilady ku czci Kim Ir Sen’a, który w rzeczy samej jest bardzo popularny i lubiany wśród tamtego odizolowanego i zacietrzewionego w gniewie do całego świata społeczeństwie. Nigdy wcześniej nie myślałem, co ja mówię…! nawet nie wyobrażałem sobie, że życie kogoś takiego jak ja może wyglądać tak jak teraz i ze wcześniejszej perspektywy być takie proste, otwarte na cały świat, z możliwościami rozwoju, podróżami z dostępem do rzetelnych i nieocenzurowanych informacji. W Północno Koreańskim reżimie ludzie na obszarach wiejskich nawet nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak telefon komórkowy, Internet, a nawet jak już wiedzą to dostęp do którejkolwiek z…