Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 4 min czytania

Duch

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stałem wyprostowany przy dużym dębie, w ręce trzymałem siekierę i byłem gotowy do kolejnego mocnego uderzenia. Moja koszula była mokra od potu, dłonie czerwieniły się od krwi, która gotowała się w moich żyłach, serce waliło jak zamknięty w klatce dziki ptak. -trach, trach, trach…. Uderzenia padały miarowo, jak młot w fabryce żelaza, każdy cios słabszy od poprzedniego, aż do chwili gdzie drzewo okazywało się silniejsze. Powoli zapadał zmrok, a wraz z nim kurczyły się moje siły, odpoczywałem częściej i dłużej. Prostowałem obolałe plecy, i rozluźniałem zdrętwiałe dłonie. Stałem i poczułem dziwny chłód na plecach, poprawiłem koszulę wciskając ją głębiej w spodnie, ale ziąb nie ustawał. Niewidzialny wiatr jak bicz uderzał mnie w plecy. Okręcałem się raz w prawo raz w lewo, próbując przechytrzyć niewidzialna siłę, ale ona wciąż następowała. Chwyciłem siekierę w jeszcze większym skurczu, napinając się w dreszczach. Chłód częściowo minął, i był nawet przyjemny dla mojego rozgrzanego ciała. Nagle filharmonia lasu przestała grać, wiecznie śpiewające ptaki ucichły, czachy konar poruszane wiatrem zastygły w bezruchu. Usłyszałem tylko szelest, jakby dźwięk łamiących się gałązek pod kopytami sarny lub jelenia, ale jak okiem sięgnąć tylko pustka bez żywej duszy. Moje dłonie po raz tysięczny raz zdusiły rękojeść przytępionej siekiery, mięśnie rąk napinały się jak struny, oddech gęsto parą otaczał moją zmęczoną twarz. -trach, trach, trach,..Krrkkk Ręce zadrżały, i siekiera wypadła z moich rąk jak by uderzyła kawał metalu. Upadłem na ziemie jak uderzony piorunem. Ze szpary w podrąbanym pniu drzewa zaczęły wychodzić na świat posępne ćmy nocne, roje mszyc, much i komarów. Uniosły się nademną, i tańczyły przy zwariowanej muzyce, którą same tworzyły. Przed moimi oczyma pojawiała się postać, zrodzona prze makabryczne insekty. Ludzka, bez twarzy jeszcze,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%