Fantastyka · 4 min czytania
DueT 5 "BURDA"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Co wtedy robiłem? Hmm... siedziałem. Siedziałem w biurze, tak jak zawsze w piątek wieczorem. Czyściłem broń, bo była to jedyna rzecz, którą mogłem się zająć. Na dworze siąpiło, grzejniki były zimne, a prąd odłączyli z powodu awarii. Nie było to z resztą nic nowego. Tegoroczna jesień obfitowała w takie właśnie wieczory. Pamiętam, że czyszcząc broń spoglądałem to na zdjęcie żony, to na zegarek. Nie mogłem się doczekać końca służby. W biurze nikogo nie było. Wszyscy wyszli obstawiać jakąś nielegalną manifestację, a mnie pozostawili na posterunku... tak na wszelki wypadek. Mijały godziny, a ich jak nie było, tak nie było. Przyznam, że zacząłem się trochę martwić. W ciszy, jaka panowała w pomieszczeniu zacząłem snuć niepokojące myśli dotyczące przebiegu demonstracji. Toteż wzdrygnąłem się na dźwięk telefonu. - Posterunek..- nie skończyłem. - To ty?- usłyszałem w słuchawce znajomy głos. – Zbieraj się, jedź po tych, co dzisiaj mają urlop. Przywieź kogo tylko zdołasz, mamy w mieście niezły burdel.
No i pojechałem, a przynajmniej próbowałem. Zaraz za zakrętem otoczyła mnie grupka agresywnej młodzieży. Cudem żadnego nie potrąciłem. Tracąc prawie wszystkie światła skierowałem się od razu do centrum, gdzie miałem zamiar odnaleźć nasze oddziały. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Ludzie napadali na siebie nawzajem, rabowano sklepy, katowano policjantów. Ja również nie byłem bezpieczny. Z furią rzucali się na radiowóz i tylko refleks ocalił mnie od ciosu w głowę. Do dzisiaj nie pamiętam jak dotarłem do gmachu poczty, w którym zabarykadowało się kilkunastu mundurowych. - Co się tu do cholery dzieje? - spytałem zrozpaczony. - Nie wiesz? Żydzi demolują miasto, płoną samochody, leje się krew, a wszystko…