Romans · 4 min czytania
Dwadzieścia dni...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
DWADZIEŚCIA DNI, TRZY GODZINY I DWADZIEŚCIA SIEDEM MINUT
Ile właściwie minęło czasu? A tak. Dwadzieścia dni, trzy godziny i dwadzieścia siedem minut. Jak mogłaby zapomnieć, że od dwudziestu dni, trzech godzin i dwudziestu siedmiu minut nie widzi już jego twarzy, nie słyszy jego głosu, nie spogląda w jego piękne oczy?
Pieprzony bohater.
Jest tylu innych - silnych, przygotowanych do walki, zdeterminowanych. Ale zginął on. Musiał pójść, to był jego obowiązek. Jego duma i honor. Lubił to. Ten dreszczyk emocji, adrenalinę podczas walki, uwielbiał robić wielkie rzeczy, zdobywać świat jednym wymachem miecza i mówić przy tym patetyczne słowa. Żył patosem, a teraz patos go zabił.
Jej mały wojownik.
Część 22 / 2
Był niski, wręcz drobny, ale cholernie zdolny. Cudowne dziecko, w tak młodym wieku został kapitanem. Za młody, żeby się z nią ożenić, ale do zabijania idealny! Jak ona nienawidziła tych jego wszystkich generałów, którzy klepali go w plecy po kolejnej wygranej bitwie i wołali go na następną. "Zawsze jest jakiś smok do zabicia", mawiali. A on patrzył na nich poważnie, tym swoim dorosłym wzrokiem, zamkniętym w twarzy chłopca i szedł przelewać krew.
Nie ma smoków, mówiła, ale on wskazywał na swój miecz i wiedziała, że to znaczy "to ja jestem smokiem". Był, och był...
Nie wolno płakać. Minęło dwadzieścia dni, trzy godziny i dwadzieścia siedem minut. Nie chciałby, żeby płakała. Lubił odwagę. Chciałby, żeby była dzielna. I jest, jeszcze jak! Oddycha, chodzi, je - a przecież jej świat już się skończył. Już nie ma po co. Tylko dla niego. Tylko i wyłącznie.
Oczywiście nie był najpotężniejszy z nich wszystkich. Takie rzeczy zdarzają się tylko w opowieściach pieśniarzy. Mieli lepszych wojowników, mocniejszych czarowników, ale nie było nikogo tak odważnego jak on. Gdy potwory pojawiały się znikąd, gdy zabijały potężnymi uderzeniami swych rozrośniętych łap, gdy sączyły truciznę w dogorywające