Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Dziadek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie pamiętam, by ktokolwiek nazywał go inaczej. Dla nas uczniów ogólniaka zawsze był "dziadkiem" lub "dziadkiem Rogalą". Tak samo nazywali go nauczyciele i wszyscy, którzy się z nim stykali. Pojawił się niespodziewanie w naszym życiu i pozostał już na stałe, wnosząc niemały zamęt w naszym światopoglądzie i podejściu do życia. Zdzisław Rogala - mały, niepozorny człowieczek o wielkim sercu i wspaniałej duszy. Jak ulał pasowało do niego określenie: "mały wielki człowiek". Urodzony społecznik, wielki miłośnik teatru i literatury. Przyszedł z propozycją niemal absurdalną jak na owe czasy, propozycją założenia Amatorskiego Zespołu Teatralnego. Dyrektor patrzył na niego jak na wariata, dziadek jednak nie zrażał się. Przychodził codziennie roztaczając wizje splendoru dla szkoły, pobudzenia aktywności młodzieży. Drążył, przekonywał a opór Dyrekcji malał z każdym dniem. Pojawiło się w końcu ogłoszenie o naborze kandydatów do zespołu. Poszedłem trochę z ciekawości, trochę z nudów (nie miałem żadnych planów na ten dzień). Zebrała się spora gromadka. Po ogólnych wstępnych informacjach pojawiły się konkrety. Przed końcem roku, dziadek chciał wystawić "Balladynę" Juliusza Słowackiego. Dostaliśmy kwestie do przygotowania, za tydzień miały się odbyć przesłuchania. Trafiła mi się rola Filona, niewielka ale bliska mojemu sercu. Zabrałem się z zapałem do interpretacji, by za tydzień nie wyjść na matoła. Nadszedł dzień próby. Wyszedłem na środek, w dłoniach czułem podniecające mrowienie. Powoli przestawałem być Andrzejem, duszą przeniosłem się do prastarej puszczy nad Gopłem, ujrzałem martwą Alinę i przeistoczyłem się w Filona. Skończyłem, powoli wracała realność miejsca i czasu. Ujrzałem wpatrzone w siebie oczy koleżanek i kolegów, we wzroku dziadka błyszczały ogniki zrozumienia i zadowolenia. - I co powiecie? - spytał. - Czy już wiecie, co znaczy wczuć się w rolę? Zaszumiało, rozległy się brawa. - Witaj w zespole - dziadek uścisnął mi dłoń.

Zaczęła się wielka reorganizacja w klasach. Ja matematyk z zamiłowania, zmieniłem profil z matematyczno-fizycznego na humanistyczny. Gdyby ktoś powiedział mi o tym wcześniej, zaśmiałbym się mu prosto w nos. Dziadek dwoił się i troił, wszędzie było go pełno. Załatwiał materiały na dekoracje, wydeptywał ścieżki do miejskich instytucji szukając finansowego wsparcia. Kostiumy były sprawą indywidualną każdego z nas. Popołudnia a często także wieczory i noce spędzaliśmy na próbach, budowaniu dekoracji i nieskończonych dyskusjach o teatrze. Nie zapomnę nigdy nagrywania podkładu muzycznego do "Balladyny". Dziadek miał wszędzie znajomych. - Andrzej, jutro jedziemy do Katowic - powiedział pewnego dnia. Pojechaliśmy i wróciliśmy po trzech dniach. To była niesamowita przygoda. Trzy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dziadek — czytnik · opowiadania