Fantastyka · 9 min czytania
Dzieci Supernowej - Rozdział 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
_____________________________________________________
ROZDZIAŁ 5 _____________________________________________________
- Idziesz?
- Zaraz.
- Nie, Sha, ty jesteś niemożliwa!
- Powiedziałam „zaraz”!
- Spóźnimy się.
Część 22 / 4
- Serio? A mnie się zdawało, że lekcje zaczynają się dopiero o dziewiątej.
- Och, przestań pluć sarkazmem, dobrze wiem, kiedy się zaczynają lekcje. Wiesz, Sha, ty jesteś ostro pokręcona. Jakby nie było na świecie ciekawszych spraw niż lekcje! Mario dzwonił wczoraj wieczorem i mówił, że będzie jechał busem o siódmej dwadzieścia. Gdyby mamy nie było w domu, wcale bym na ciebie nie czekała!
- I niech żyje siostrzana miłość!
- Och, zamknij się!!!
Julie Kilpattrick po raz kolejny zerknęła na zegarek, po czym spojrzała w kierunku schodów na górę.
- Nie, no, nie wytrzymam! Czy ty mogłabyś się wreszcie odkleić od ekranu tego cholernego komputera? Co tam może być tak cholernie ciekawego?
- Nawet się nie domyślasz, analfabetko. I nie przeklinaj!
Część 33 / 4
- A co, powiesz mamie? Świętoszka się znalazła! Cybernetyczna dziewica! Cholera. Słyszałaś? Cholera! CHOLERA!!!
- Dzieciak z ciebie, Julie.
- Ty wredna małpo! Liczę do dziesięciu i jak nie zleziesz na dół, to sobie idę! Raz… dwa…
- Idę, idę. Swoją drogą, nie wiedziałam, że już umiesz policzyć do dziesięciu. Czy ten twój Mario, czy jak mu tam, wie już o tym? Bo widzisz, może nie chcieć się zadawać z taką intelektualistą. W końcu sam intelektualistą zdecydowanie nie jest…
- Ty po prostu mi zazdrościsz, wiesz? Bo nikt się nawet za tobą nie obejrzy, wiesz? Może by się zresztą nawet obejrzeli, gdybyś nie była taką wredną, źle ubraną suką. Wiesz?
Sha spojrzała na wściekłą siostrę z wyniosłym, pogardliwym uśmiechem.
Część 44 / 4
- Twój dowcip jak zwykle jest powalający.
- Durna świnia – mruknęła pod nosem Julie, szarpnęła leżący na stoliku filigranowy, rażąco pomarańczowy plecaczek i, nie oglądając się na Shandrę, wyszła z domu. Mało brakowało, a przytrzasnęłaby siostrze nos drzwiami, ale Shandrze jakoś się udało tego uniknąć. Przeszły szybko podjazdem, minęły bramę, żegnając się przez domofon z matką, i skręciły w prawo, w stronę przystanku. Julie prawie biegła, co było usprawiedliwione, bo bus, wyglądający jak wielka zmutowana parówka z musztardą, osiadał właśnie na ziemi. Sha podążała za nią niespiesznie. W końcu lekcje zaczynały się dopiero o dziewiątej i po tym przyjadą jeszcze cztery busy, którymi bez problemu zdąży. Bo Sha chodziła do szkoły właśnie na lekcje, a nie, jak Julie, z powodów „towarzyskich”. Nie żeby lekcje były takie znowu zajmujące, przynajmniej nie wszystkie. Na większości siedziała po prostu, udając, że słucha i usiłując nie zwracać uwagi na zaczepki różnych szkolnych debili, podczas gdy jej mózg pracował usilnie nad planami przestępstw komputerowych, które zamierzała popełnić w najbliższym czasie. Gdyby chodziło o kogoś innego, nauczyciele byliby wściekli, ale Sha uczyła się zawsze dość dobrze, z niesamowitą regularnością zbierając za każdy test, projekt, pracę domową czy niezapowiedzianą kartkówkę równo po osiemdziesiąt procent punktów, tak, że nie mieli się do czego przyczepić. Czasem któryś zaczynał przebąkiwać, że stać ją na więcej, ale wtedy Shandra nagle zaczynała zbierać wyniki „poniżej przeciętnej” z danego przedmiotu, by nauczyciel dostał konieczną mu do życia dawkę stresu. A gdy wszystko wracało do normy, był zadowolony ze swojej pracy pedagogicznej i więcej się nie czepiał. Sha traktowała to jako swego rodzaju grę, która sprawiała, że nie zanudziła się jeszcze w szkole na śmieć: przewidzieć pytania testowe lub model oceniania projektu przez danego nauczyciela, żeby ten nie miał wyboru i musiał jej postawić równo osiemdziesiąt procent punktów. Każdy inny wynik, chociażby oscylował bardzo blisko tej granicy, uważała za porażkę.
Z okna busa wychylił się dorodny chłopak ubrany w strój tak jaskrawy, że nie sposób było mu się przyjrzeć. Wzrok po prostu się ześlizgiwał,
- Julie! Cześć, piękna!
Julie, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze przyśpieszyła kroku.
- Mario! Już się bałam, że nie zdążę – wpadła do środka,…