Dzieci Supernowej - Rozdział 5
Shandra, która nie jest - delikatnie mówiąc - najbardziej towarzyską osobą na świecie, w drodze do szkoły. Cóż to za niecny plan opracowali jej koledzy...? To już w następnym odcinku :D
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
_____________________________________________________
ROZDZIAŁ 5 _____________________________________________________
- Idziesz?
- Zaraz.
- Nie, Sha, ty jesteś niemożliwa!
- Powiedziałam „zaraz”!
- Spóźnimy się.
- Serio? A mnie się zdawało, że lekcje zaczynają się dopiero o dziewiątej.
- Och, przestań pluć sarkazmem, dobrze wiem, kiedy się zaczynają lekcje. Wiesz, Sha, ty jesteś ostro pokręcona. Jakby nie było na świecie ciekawszych spraw niż lekcje! Mario dzwonił wczoraj wieczorem i mówił, że będzie jechał busem o siódmej dwadzieścia. Gdyby mamy nie było w domu, wcale bym na ciebie nie czekała!
- I niech żyje siostrzana miłość!
- Och, zamknij się!!!
Julie Kilpattrick po raz kolejny zerknęła na zegarek, po czym spojrzała w kierunku schodów na górę.
- Nie, no, nie wytrzymam! Czy ty mogłabyś się wreszcie odkleić od ekranu tego cholernego komputera? Co tam może być tak cholernie ciekawego?
- Nawet się nie domyślasz, analfabetko. I nie przeklinaj!
- A co, powiesz mamie? Świętoszka się znalazła! Cybernetyczna dziewica! Cholera. Słyszałaś? Cholera! CHOLERA!!!
- Dzieciak z ciebie, Julie.
- Ty wredna małpo! Liczę do dziesięciu i jak nie zleziesz na dół, to sobie idę! Raz… dwa…
- Idę, idę. Swoją drogą, nie wiedziałam, że już umiesz policzyć do dziesięciu. Czy ten twój Mario, czy jak mu tam, wie już o tym? Bo widzisz, może nie chcieć się zadawać z taką intelektualistą. W końcu sam intelektualistą zdecydowanie nie jest…
- Ty po prostu mi zazdrościsz, wiesz? Bo nikt się nawet za tobą nie obejrzy, wiesz? Może by się zresztą nawet obejrzeli, gdybyś nie była taką wredną, źle ubraną suką. Wiesz?
Sha spojrzała na wściekłą siostrę z wyniosłym, pogardliwym uśmiechem.
- Twój dowcip jak zwykle jest powalający.
- Durna świnia – mruknęła pod nosem Julie, szarpnęła leżący na stoliku filigranowy, rażąco pomarańczowy plecaczek i, nie oglądając się na Shandrę, wyszła z domu. Mało brakowało, a przytrzasnęłaby siostrze nos drzwiami, ale Shandrze jakoś się udało tego uniknąć. Przeszły szybko podjazdem, minęły bramę, żegnając się przez domofon z matką, i skręciły w prawo, w stronę przystanku. Julie prawie biegła, co było usprawiedliwione, bo bus, wyglądający jak wielka zmutowana parówka z musztardą, osiadał właśnie na ziemi. Sha podążała za nią niespiesznie. W końcu lekcje zaczynały się dopiero o dziewiątej i po tym przyjadą jeszcze cztery busy, którymi bez problemu zdąży. Bo Sha chodziła do szkoły właśnie na lekcje, a nie, jak Julie, z powodów „towarzyskich”. Nie żeby lekcje były takie znowu zajmujące, przynajmniej nie wszystkie. Na większości siedziała po prostu, udając, że słucha i usiłując nie zwracać uwagi na zaczepki różnych szkolnych debili, podczas gdy jej mózg pracował usilnie nad planami przestępstw komputerowych, które zamierzała popełnić w najbliższym czasie. Gdyby chodziło o kogoś innego, nauczyciele byliby wściekli, ale Sha uczyła się zawsze dość dobrze, z niesamowitą regularnością zbierając za każdy test, projekt, pracę domową czy niezapowiedzianą kartkówkę równo po osiemdziesiąt procent punktów, tak, że nie mieli się do czego przyczepić. Czasem któryś zaczynał przebąkiwać, że stać ją na więcej, ale wtedy Shandra nagle zaczynała zbierać wyniki „poniżej przeciętnej” z danego przedmiotu, by nauczyciel dostał konieczną mu do życia dawkę stresu. A gdy wszystko wracało do normy, był zadowolony ze swojej pracy pedagogicznej i więcej się nie czepiał. Sha traktowała to jako swego rodzaju grę, która sprawiała, że nie zanudziła się jeszcze w szkole na śmieć: przewidzieć pytania testowe lub model oceniania projektu przez danego nauczyciela, żeby ten nie miał wyboru i musiał jej postawić równo osiemdziesiąt procent punktów. Każdy inny wynik, chociażby oscylował bardzo blisko tej granicy, uważała za porażkę.
Z okna busa wychylił się dorodny chłopak ubrany w strój tak jaskrawy, że nie sposób było mu się przyjrzeć. Wzrok po prostu się ześlizgiwał,
- Julie! Cześć, piękna!
Julie, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze przyśpieszyła kroku.
- Mario! Już się bałam, że nie zdążę – wpadła do środka,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…