Psychologia · 4 min czytania
Dzieje się, jak się dzieje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świat to nadęty balon, na który spadają igiełki sekund. Czasem kłują tak ostro, że musi urodzić się człowiek. Wstać i powiedzieć kilka ciepłych słów prawdy. I tyle i nic poza tym. Jest lato. Drzewa rosną w siłę, owoce dojrzewają i nikt, ani nic nie myśli o opadaniu i przekłuwaniu delikatnej powłoki chroniącej. Ludzie wyjechali lub rozbiegli się, więc widać wyraźnie jak sobie spaceruję. Z założonymi z tyłu rękami, próbuję płoszyć gołębie zebrane przy katedrze. Czasem tak drepcząc, niemal w miejscu wydawało mi się, że błądzę. Ale to było błądzenie zdecydowanie inne od pomylenia kierunków świata, tu nieoczekiwany zwrot na pięcie robiły... myśli. A jak domyślacie się, w najmniej oczekiwanym momencie można zbłądzić i w najmniej oczekiwanym doznać iluminacji. Iluminacji na miarę rozwiązania wszystkich waszych problemów.
Siedzieliśmy z Bartkiem w herbaciarni. To było wtedy gdy za oknem rozkręcone na dobre słońce ustępowało powoli chmurom. Czekaliśmy więc na deszcz. Krawężniki były szare, chodniki były szare, puste, ponieważ coś się wydarzyło i ulice się wyludniły. Siedząc przy oknie i popijając jednak, pomimo chłodu, orzeźwiający napój z liści mięty i kostkami lodu, krążyliśmy wokół prozaicznych pytań i tychże odpowiedzi. Tylko wrodzone, teatralne zacięcie (bo nie można tego nazwać talentem) Bartka, który trudził się i szukał niebanalnych zwrotów, robiąc przy tym dość tanie miny, sprawiał, że czułem się NIE CO DZIEN NIE. I chociaż zwykle uśmiecham się, lub co gorsza, śmieję, tylko dla zachowania pozorów, pozorów przyzwoitości, to i tym razem było podobnie. Znowu błądziłem, wiedząc dokładnie w którym miejscu się znajduję, a ulica ciągle była pusta i szara. - Zaraz pewnie lunie, skierowałem wzrok w kierunku okna. I rzeczywiście, jezdnia zajęła się przyjmowaniem pierwszych kropli