gotowanie · 3 min czytania
Dzień dobry, jestem z Wenus.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Dzień dobry, jestem z Wenus.
{i}„Nieprawda, że nie miałam nic na sobie. Miałam na sobie zawieszone spojrzenia.”
Marilyn Monroe{/i}
Co sobotę spotykamy się z Marilyn i gramy w butelkę. Po dwudziestej trzeciej opuszcza swoją planetę, by w sukience muchomorze zejść na Ziemię, usiąść na moim dywanie i udawać żywą. A trzeba przyznać, wychodzi jej to nad wyraz skutecznie, bo już od kilku godzin podekscytowany czuję się nieco większy, nieco twardszy, nieco głupszy.
Część 22 / 2
Puka cicho, a gdy otwieram drzwi, stoi przez chwilę w progu, uśmiecha się nieśmiało i okręca loki wokół palca.
- Dzień dobry, jestem z Wenus – wita się ze mną jak zawsze, ciągle jeszcze chłodno, oficjalnie ostrzega, że każdą kobietę trzeba najpierw zdobyć i rozpalić. Nawet – a raczej s z c z e g ó l n i e – tę martwą.
- Proszę nie pukać – odpowiadam i zapraszam. Częstuję, niestety jest tylko szampan i truskawki, nie szkodzi, mówi, ściągając niezdarnie pantofelki i siadając na dywanie. Po godzinie, gdy jestem już goły i pijany, Marilyn pół żartem, pół serio stwierdza, że chciałaby obejrzeć swój film. A ja, proszę państwa, głupi nie jestem, gdy kobieta się nudzi, to znak i ostatnia szansa, by…