Biografia · 7 min czytania
Dzień nie odróżniający się od nocy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy byłam małym dzieckiem zamykałam w dzień oczy i wyobrażałam sobie jak wygląda dzień w nocy. Nie mogłam się skupić, bo przecież widziałam i widzę, mam sokoli wzrok. Mając lat naście ze swoją kolezanką spotkaliśmy osobę ociemniałą zdziwiła mnie bardzo jak taka osoba ociemniała za pomocą białej laski może poruszać się sama. My jako młode dziewczęta z koleżanką swoją byłyśmy bardzo zdziwiano. -sPÓJRZ - powiedziałam do koleżanki - zamknij oczy i poruszaj się po chodniu a ja popatrze czy bedziesz mogla trafic do mnie. Moja kolezanka patrzac sie na chodnik odwróciła 10 kroków do tyłu i potem zamknela oczy i szła do mnie. Nie trafiła. Poszła w bok. Odezwała się - Jolu jak to okropnie nie widziec, badz szczesliwa ze widzisz ty ija. Poplakałysmy sie obydwie. Wychodzac za maz za czlowieka ktory mial tylko 30% wzroku prawego oka. Swietnie sobie radzil. Przyjechalam z mezem na Slask do domu dla niewidomych. Opowiedzialam mezowi swoja historyjke z mlodzienczych lat. -Oj gluptasku gluptasku - odpowiedzial - przeciez ludzie ociemniali wszystko moga wykonywac i poruszac sie po miescie. Nie znając w tym domu ludzi zobaczyłam, że idzie mężczyzna bez laski. Nie byłam pzygotowana, że ludzie ociemniali mpoga chodzic bez laski. Ja jako dorosla kobieta zachowalam sie jak male dziecko. Pytajac sie tego clzowieka - przeprasam bardzo czy pan widzi - nie prosze pania ja nie widze od urodzenia. Zawstydzilam sie. To bylo pytanie nie na miejscu z mojej strony. - A czemu Panipyta? Przedstawilam sie swoim imieniem, on tez podal swoje mie i tak nawiazala sie znajomosc z tym ociemnialym czlowiekiem. - Prosze pania ja nawet ezdze sam tramwajem i wtedy biore laske ktora nazywam swoja nazeczona blondyna. Slyszalam takie slowa Blondynka ale myslalam ze blondynka to jakas znajoma lub zona albo sympatia. - Nie prosze pania to ani jedno z tych rzeczy to jest moja biala laska. Ja mam ciemnosc w dzien i w nocy. Przykro mi sie zrobilo na sercu, ogaral mie zal, poplynely mnie łzy. Ja tylko nie chodzę a ten człowiek nie widzi. To gorsza jest ociemniałość niz niepełnosprawnosc. - Czy Pani płacze? - zapytał Pan Wicek - A skad Pan wie, ze ja płacze - zapytalam - Bo zmienil sie pani głos. Moj maz sie nic nie odzywal. - A pani jest z kims tutaj? - zapytal moj nowy sasiad . Znowu popelnila gafe. - A prosze zgadac - Tak wiem ze pani jest z kims. Moj maz zakaszlał niechcaco. - Pani jest z mezczyzna - odpowiedzial mi pan Wicek. - Teraz przedstawiam Panu swojego męża i przedstawiłam. Widzę, że podaje reke tak jak by widział. - Zdziwiła sie pani ze podałem reke mezowi pani? - tak - odpowiedzialam - Bo wiem ze ludzie ociemniali brailują, tzn. macają żeby znaleźć cos albo kogos. A ten Pan miał ta wyostrzony słuch do perfekcji, że nie musiał szukać dłoni mojego męża. - Czy panstwo znacie teren tego nasego obiektu? - Nie. - A moge panstwa oprowadzic? Głowiłam sie jak on moze nas oprowadzic ale potem zapytalam sie w delikatny sposob czy moge pana o cos spytac, nie obraze pana? - Nie - odpowiedzial. - A jak pan moze nas oprowadzic po terenie? - Ja pojde pierwszy a panstwo na wozkach swoich. Byłam zaskoczona razem ze swoim mężem, że ociemniały człowiek będzie naszym przewodnikiem. Uśmiechnął się pan Wicek - Czy Pan się śmieje z nas prosze pana? - Nie, albo powiem prawdę,…