Inne · 6 min czytania
Dziennik Samobójcy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
2 maj 2001
Pisać miałem zacząć już kilka dni temu, no ale cóż. Nic już z tym nie zrobię. Nie pamiętam tych dni, więc tak będę przynajmniej wiedział co się działo. Pokłóciłem się z Domi, co było masakryczne. Moja wina w tym była i tylko moja. Zachowałem się idiotycznie. I to bardzo... Ach, jakbym nie mógł być normalny. Na szczęście się pogodziliśmy wracając z uczelni. Nie było łatwo, ale jakoś się udało. Teraz nie dopuścić, aby się to powtórzyło kiedykolwiek. Nigdy, przenigdy. Kocham ją, więc takie debilstwa z mojej strony są... są.. jakby to ująć, bezsensowne? Tak. Właśnie tak. Głupie i bezsensowne szarpanie jej biednych nerwów. Miała rację. Ze wszystkim. Dobrze, że to zrozumiałem, lecz tylko dzięki niej. Wystarczy jedno jej słowo, a rzuciłbym się na pewną śmierć. Dla niej wszystko. Teraz, kiedy się pogodziliśmy fakt, że znów się ciąłem, wydaje mi się głupi, ale inaczej nie mogłem. Ból fizyczny pozwala zapomnieć o psychicznym cierpieniu. Gdyby nie leki, już dawno bym się zabił. Tylko ich działanie jest jakby słabsze. Wkrótce muszę kupić inne. Mocniejsze tabletki uspokajające. Jestem po nich obojętny na wszystko. Ból, cierpienie, szczęście. Nic. Jak zombie. Poznałem też dwie osoby w internecie. Pochodzą z Gdańska, więc to znajomość tylko w sieci. Nie spotkamy się nigdy. Marek i Sonia. Ciekawe osoby. Z Sonią szybko znalazłem wspólny język, z Markiem zresztą też. Z nim pisało się fajnie. Też spodobał mu się kolor moich oczu, jak wszystkim zresztą. Oczy. Hmm... Ciekawe, co oni w nich widzą. Nazwali mnie Złotookim. A wszystko przez jedno zdjęcie, na których istotnie są złote, ale przezwisko się przyjęło. Teraz nie jestem już Darkiem, lecz właśnie Złotookim. Cóż chyba czas iść spać, choć nie mam ochoty. Znów położę się i zasnę o nie wiadomo której lub wcale. Choć może to i lepiej? Zobaczymy co przyniesie jutro, a na razie zasnąć. Zasnąć i już nie myśleć.
3 maj 2001
Wstawać się nie chce bardziej niż myślałem. Pospałbym jeszcze, no ale nie mogę. Muszę wstać. Miałem dziwny sen. Topiłem się, ale nie mogłem utonąć. Niekończąca się męka. Pogoda paskudna jak nie wiem co. Pada deszcz i wieje silny wiatr. Nim dotrę na uczelnię, będę cały mokry. Świetnie. Po prostu świetnie. Dzień mija spokojnie. Na razie. Oby tak dalej. Dominika nie wygląda na złą, ale pewności nie mam. Jedynie nadzieję, że będzie dobrze. Spędziłem z nią przerwę przed piątą godziną wykładów. Było dobrze, co mnie cieszy. Zdaje się, że po wczorajszej kłótni nie pozostał ślad, lecz i tak muszę uważać. Żadnych głupot. Nie wiem co się stało. Przecież było tak dobrze. Miło spędzaliśmy dzień, a Domi nagle powiedziała, że to koniec, ze wszystko między nami skończone. Cholera jasna! Przybiło mnie to całkiem. Wróciłem do mieszkania dopiero o 21. Nawet nie zajrzałem do książek, tylko od razu połknąłem tabletki, które załatwił mi znajomy. Zadziałały…