psychologia · 2 min czytania
Dziewiąte Przykazanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wziąłem nóż kuchenny, czysty, prosto ze stojaka i biorąc zamach, pełen złości i braku zahamowania, trzymając go w prawym ręku, wbiłem czubek, a potem całą resztę w miejsce pomiędzy krtanią, a mostkiem atakując od góry. Miękka tkanka, jak poduszka z waty, w ogóle nie stawiała oporu, a nawet jak by zasysała broń, żądając mojej mocy z agregatu zła. Zęby miałem odsłonięte i zaciśnięte mocno; tak mocno, że ślina wypychana głębokim i mocnym, jak z jaskini oddechem tryskała przez szczeliny i mieszała się z jej krwią. Płynem pełnym zdrady. Twarz, jej wyraz paniki zbudowany z szeroko otwartych oczu, załzawionych w pełni, tak pięknie błyszczących podkreślając po stokroć jedwabno niebieski kolor, krzyczała i darła się bezgłośnie, że nawet ja go słyszałem w myślach. Otworzyła usta szeroko, jak w tedy, kiedy robiła mu loda połykając kutasa tak głęboko i donośnie, że ból i radość w parze spowodowały ten sam atak…