Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 5 min czytania

DZIUNIA W OPAŁACH – historia prawdziwa po r

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

DZIUNIA W OPAŁACH – historia prawdziwa po raz I - ZIEMNIAKI

I wspinam się po tych ziemniakach. Cholera jasna. Przecież jestem recepjonistką. Cholera jasna właśnie sobie uświadomiłam, że nie jestem a byłam, bo na chwilę obecną nie mam już umowy. Kilka dni temu takowa mi się skończyła, znaczy się termin ważności upłynął. Ze względu na opieszałość szefa czy szefów, bo jakoś tak dziwnie wielu ich się tu namnożyło, umowa gdzieś sobie leży albo czeka na wydrukowanie albo nawet czeka aż któryś z szefów poprostu przypomni sobie że pracownicy pracują bez umów i takowe stworzy. Koniec końców w teorii nie jestem pracownikiem zajazdu i jak się wypieprzę z tych ziemniaków to ubezpieczenie nie pokryje kosztów, bo takowego oczywiście nie mam bez umowy o pracę. Zapewne zastanawiacie się o co chodzi z tymi ziemniakami. Otóż w skład moich obowiązków słóżbowych wchodzi pranie bielizny pościelowej zajazdu (co na byłej umowie bardzo zgrabnie nazwano pracami porządkowymi), ale oczywiście ani jeden z szefów nie przewidział iż takie czynności hotelowe wymagają pomieszczeń do tego przeznaczonych. A tu pomieszczeniem do tego przeznaczonym jest garaż. Garaż z definicji służy przechowywaniu w nim samochodów lub innych pojazdów. Tutaj garaż służy do przechowywania wszystkiego. Tam można znaleźć wszystko od rzeźb i obrazów przez lodówki, kieliszki, wiklinowe karmniki po wory ziemniaków właśnie. I po tych właśnie worach ziemniaków wspinam się mozolnie uważając żeby nie dotknąć ich przypadkiem czyściutkim i świeżo wypranym prześcieradłem. Moje usilne starania bezkonfliktowego wspinania się po kartoflach jednak mają często brudny koniec. Wcale nie przez moje wspinaczki, a zwyczajnie w świecie przez niedoprane przez pralkę plamy lub tuż po rozwieszeniu dotknięte przypadkowo przez szafa brudne ręce lub brudne rzeczy przez niego przenoszone i wnoszone do wielkiego choć coraz mniejszego skarbca zwanego garażem. W ten oto sposób dywagując nad złożonością możliwości grażowych zajazdu, wspinając się po kartoflach, uważając by świeżutko odwirowane pranie nie dotknęło żadnej z dziwnie zbędnych i otaczających ziemniaki…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
DZIUNIA W OPAŁACH – historia prawdziwa po r — czytnik · opowiadania