DZIUNIA W OPAŁACH – historia prawdziwa po r
poprostu życie dziuni
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
DZIUNIA W OPAŁACH – historia prawdziwa po raz I - ZIEMNIAKI
I wspinam się po tych ziemniakach. Cholera jasna. Przecież jestem recepjonistką. Cholera jasna właśnie sobie uświadomiłam, że nie jestem a byłam, bo na chwilę obecną nie mam już umowy. Kilka dni temu takowa mi się skończyła, znaczy się termin ważności upłynął. Ze względu na opieszałość szefa czy szefów, bo jakoś tak dziwnie wielu ich się tu namnożyło, umowa gdzieś sobie leży albo czeka na wydrukowanie albo nawet czeka aż któryś z szefów poprostu przypomni sobie że pracownicy pracują bez umów i takowe stworzy. Koniec końców w teorii nie jestem pracownikiem zajazdu i jak się wypieprzę z tych ziemniaków to ubezpieczenie nie pokryje kosztów, bo takowego oczywiście nie mam bez umowy o pracę. Zapewne zastanawiacie się o co chodzi z tymi ziemniakami. Otóż w skład moich obowiązków słóżbowych wchodzi pranie bielizny pościelowej zajazdu (co na byłej umowie bardzo zgrabnie nazwano pracami porządkowymi), ale oczywiście ani jeden z szefów nie przewidział iż takie czynności hotelowe wymagają pomieszczeń do tego przeznaczonych. A tu pomieszczeniem do tego przeznaczonym jest garaż. Garaż z definicji służy przechowywaniu w nim samochodów lub innych pojazdów. Tutaj garaż służy do przechowywania wszystkiego. Tam można znaleźć wszystko od rzeźb i obrazów przez lodówki, kieliszki, wiklinowe karmniki po wory ziemniaków właśnie. I po tych właśnie worach ziemniaków wspinam się mozolnie uważając żeby nie dotknąć ich przypadkiem czyściutkim i świeżo wypranym prześcieradłem. Moje usilne starania bezkonfliktowego wspinania się po kartoflach jednak mają często brudny koniec. Wcale nie przez moje wspinaczki, a zwyczajnie w świecie przez niedoprane przez pralkę plamy lub tuż po rozwieszeniu dotknięte przypadkowo przez szafa brudne ręce lub brudne rzeczy przez niego przenoszone i wnoszone do wielkiego choć coraz mniejszego skarbca zwanego garażem. W ten oto sposób dywagując nad złożonością możliwości grażowych zajazdu, wspinając się po kartoflach, uważając by świeżutko odwirowane pranie nie dotknęło żadnej z dziwnie zbędnych i otaczających ziemniaki…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil akswona
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…