Akcja · 4 min czytania
Dziwna historia.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szczerze mówiąc miałem wielką nadzieję, że da się to załatwić inaczej. Plan pokojowy nie miał jednak szans powodzenia. Piszę te słowa, ponieważ mam teraz pewność, że nikt się do mnie nie przypieprzy, że to wszystko nieprawda. A to z tego prostego powodu, że nie żyję dokładnie od tygodnia. Ale zacznijmy od początku... Był piękny wiosenny poranek, rozchichotane dzieciaki bawiły się w parku a promyki słońca delikatnie opadały na lśniąco zieloną trawę... Nie. To nie ta bajka. Jestem dziennikarzem. To znaczy byłem jeszcze tydzień temu. A cała rzecz rozpoczęła się na 5 dni przed moją niespodziewaną śmiercią. PONIEDZIAŁEK Jak co dzień wstałem punktualnie o 6.00 i przygotowałem sobie szklankę mocnej kawy. Włączyłem telewizor i nie zaszczycając ekranu jednym spojrzeniem udałem się do łazienki. Odbyłem tam szereg czynności charakterystycznych dla tej pory dnia, po czym paroma potężnymi haustami pozbyłem się kawy. Miałem już wyjść do pracy, gdy nagle rozdzwonił się telefon. Odebrałem, modląc się aby nie była to moja matka. Okazało się jednak, że matka byłaby znacznie lepszą opcją. -Jack Scott. Słucham. -Bzdury... Kurwa. Stek bzdur! Zasrany pismaku... Zapłacisz mi za to! -O co chodzi? Kto mówi? -Grrrrrhrrrllllmmmmm. Arhhgggggggggggghhhhhhh. -Nie rozumiem. O co chodzi? -Grrhhhl. W słuchawce nastała cisza. Przez chwilę miałem wrażenie jakbym słyszał jakiś dziwny stukot. Połączenie nie zostało przerwane. Powoli odłożyłem słuchawkę. WTOREK Facet, który dzwonił został bezproblemowo zlokalizowany poprzez numer, z którego do mnie telefonował. Nazywał się Jay Greenstone i był 34-letnim nauczycielem matematyki w miejscowej szkole. Kiedy dwóch smutnych panów w niebieskich mundurkach zapukało do jego drzwi we wtorek około 12.00 stwierdzili, że mieszkanie jest otwarte. Weszli więc do środka,…