Pisarstwo · 6 min czytania
E. E. Schmitt - Ewangelia według Piłata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
E. E. Schmitt – Ewangelia według Piłata
Z wielką rezerwą podchodzę do utworów, które samym swoim tytułem i sprawdzoną, chwytliwą tematyką pchają się na listy bestsellerów. „Ewangelia według Piłata” na pewno spełnia te kryteria, bo co też wspólnego ma ten zbój, który ukrzyżował Jezusa, z Ewangelią, a historie biblijne wydają się być w sztuce kotletami, które po wielokroć odgrzewane smakują odbiorcy jeśli nie lepiej, to przynajmniej wciąż tak samo dobrze. Jednak co Boskie, Bogu, cesarzowi, co cesarskie – Schmitt wziął się do rzeczy w sposób dość zajmujący, co dało nie najgorszy efekt. Na jego dziełko składają się dwie zupełnie różne części. Pierwsza to ostatnie myśli i wspomnienia Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Chociaż powszechnie wiadomo, że „Syn Boży stał się człowiekiem…”, to człowieczeństwo (czyli ułomność i niedoskonałość) Jezusa w najczęstszym naszym odbiorze jest wątpliwe. Jednak widzą go ludzie przeważnie jako nadczłowieka, wolnego od słabości. A przecież nie o to chodziło. Zatem Schmitt podejmuje się próby stworzenia postaci Chrystusa na nowo, tym razem niedoskonałego pełną gębą. I tak oto Nazarejczyk okazuje się być miernym cieślą, który nawet nie wyobraża sobie, że jest Mesjaszem i zostaje w tę rolę wepchnięty prawie przemocą przez Jana Chrzciciela i lud. Na pustynię ucieka, żeby tylko dano mu z tym spokój. Tam przez czterdzieści dni w najlepsze oddaje się kuszeniu szatana, które jest mu wielce w smak i dopiero czterdziestego dnia uzmysławia sobie, że za ekstatycznymi doznaniami stoją ciemne moce. Jego osoba cały czas ukazywana nam jest jako jednostka dość zagubiona i niepewna drogi, po której kroczy, jako że czuje się być na tę drogę oddelegowana przez okoliczności. Z czasem Schmittowski Chrystus nabiera co prawda animuszu i wiedzie za sobą tłumy, ale do końca ostatnie, czego jest pewny, to on sam. Merytoryka i chronologia wydarzeń z grubsza zgadzają się z Ewangelią, a przynajmniej oscylują w jej obrębie… no, może poza kwestią Judasza, ale to już sami doczytajcie (w każdym razie, gdyby wersję Schmitta uznać za obowiązującą, Dante musiałby czym prędzej zrehabilitować Iskariotę i wytaszczyć go z najgłębszego kręgu piekieł). ,,Dwa dni upłynęły, zanim zdobyłem się na list do ciebie. Znajdowałem się gdzieś z dala od wszystkiego, wyłącznie z moimi myślami. Tysiące ulotnych wrażeń przelatywało przez moją głowę, żadne z nich jednak nie zagrzało dłużej miejsca, nie zakorzeniło się i nie rozwinęło w coś sensownego. Ot, suche liście, miotane przez wiatr." Ki czort? Młody Werter i jego cierpienia? Nie, to fragment listu… Piłata – do „drogiego Tytusa”, jego brata. Takie właśnie listy składają się bowiem na drugą część „Ewangelii” i jest to część zdecydowanie mocniejsza. Forma korespondencji z przyjacielem, bo takim jawi nam się być brat Piłata, jest…