E. E. Schmitt - Ewangelia według Piłata
To nie komentarz, to recenzja w/w książki.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
E. E. Schmitt – Ewangelia według Piłata
Z wielką rezerwą podchodzę do utworów, które samym swoim tytułem i sprawdzoną, chwytliwą tematyką pchają się na listy bestsellerów. „Ewangelia według Piłata” na pewno spełnia te kryteria, bo co też wspólnego ma ten zbój, który ukrzyżował Jezusa, z Ewangelią, a historie biblijne wydają się być w sztuce kotletami, które po wielokroć odgrzewane smakują odbiorcy jeśli nie lepiej, to przynajmniej wciąż tak samo dobrze. Jednak co Boskie, Bogu, cesarzowi, co cesarskie – Schmitt wziął się do rzeczy w sposób dość zajmujący, co dało nie najgorszy efekt. Na jego dziełko składają się dwie zupełnie różne części. Pierwsza to ostatnie myśli i wspomnienia Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Chociaż powszechnie wiadomo, że „Syn Boży stał się człowiekiem…”, to człowieczeństwo (czyli ułomność i niedoskonałość) Jezusa w najczęstszym naszym odbiorze jest wątpliwe. Jednak widzą go ludzie przeważnie jako nadczłowieka, wolnego od słabości. A przecież nie o to chodziło. Zatem Schmitt podejmuje się próby stworzenia postaci Chrystusa na nowo, tym razem niedoskonałego pełną gębą. I tak oto Nazarejczyk okazuje się być miernym cieślą, który nawet nie wyobraża sobie, że jest Mesjaszem i zostaje w tę rolę wepchnięty prawie przemocą przez Jana Chrzciciela i lud. Na pustynię ucieka, żeby tylko dano mu z tym spokój. Tam przez czterdzieści dni w najlepsze oddaje się kuszeniu szatana, które jest mu wielce w smak i dopiero czterdziestego dnia uzmysławia sobie, że za ekstatycznymi doznaniami stoją ciemne moce. Jego osoba cały czas ukazywana nam jest jako jednostka dość zagubiona i niepewna drogi, po której kroczy, jako że czuje się być na tę drogę oddelegowana przez okoliczności. Z czasem Schmittowski Chrystus nabiera co prawda animuszu i wiedzie za sobą tłumy, ale do końca ostatnie, czego jest pewny, to on sam. Merytoryka i chronologia wydarzeń z grubsza zgadzają się z Ewangelią, a przynajmniej oscylują w jej obrębie… no, może poza kwestią Judasza, ale to już sami doczytajcie (w każdym razie, gdyby wersję Schmitta uznać za obowiązującą, Dante musiałby czym prędzej zrehabilitować Iskariotę i wytaszczyć go z najgłębszego kręgu piekieł). ,,Dwa dni upłynęły, zanim zdobyłem się na list do ciebie. Znajdowałem się gdzieś z dala od wszystkiego, wyłącznie z moimi myślami. Tysiące ulotnych wrażeń przelatywało przez moją głowę, żadne z nich jednak nie zagrzało dłużej miejsca, nie zakorzeniło się i nie rozwinęło w coś sensownego. Ot, suche liście, miotane przez wiatr." Ki czort? Młody Werter i jego cierpienia? Nie, to fragment listu… Piłata – do „drogiego Tytusa”, jego brata. Takie właśnie listy składają się bowiem na drugą część „Ewangelii” i jest to część zdecydowanie mocniejsza. Forma korespondencji z przyjacielem, bo takim jawi nam się być brat Piłata, jest…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…