aktualnosci · 7 min czytania
Edukacja - plan czy chaos?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Proces edukacji mógłby być przemyślany i rozplanowany. Przed pisaniem programów dla poszczególnych przedmiotów mogłaby powstać ogólna wizja, który określałaby (modny ostatnio termin) charakterystykę absolwenta (po pierwszym-podstawówce, drugim-gimnazjum i trzecim-szkoła średnia stopniu edukacji). Wtedy, być może, nie dziwilibyśmy się tak bardzo kończąc szkołę bez perspektyw na życie. Jakby to miałoby wyglądać? Trzeba by zgromadzić zespół ekspertów z jednej strony a z drugiej przeprowadzić szerokie badania statystyczne. Respondenci oszacowaliby, jaki wpływ na ich życie miała edukacją, co się przydało, a co nie. Czego uczyli się z przyjemnością, co pchnęło ich do samodzielnych studiów, a co przeciwnie zniechęciło do wszelkiej edukacji. Wreszcie by wypunktowali, czego im brakło w szkole a z czym teraz muszą sobie radzić. To dopiero trafiłoby do ekspertów, którzy by zastanowiliby się jak wcielić w życie postulaty tłumu. Zniknie „Ferdydurke”, na korzyść „Harrego Potera” – trudno. Logarytmy trzeba będzie odroczyć do czasu studiów – też nie tragedia. Szczególnie dwa niższe progi edukacji powinny skupić się na wypełnieniu najpilniejszych potrzeb. Kilka z nich można obiektywnie wymienić od razu: pisanie i czytanie, liczenie na liczbach wymiernych, „Mazurek Dąbrowskiego” czy ogólne pojęcie o geografii Polski. Jednak znajomość budowy tkankowej paprotników, lista krajów Afryki czy trzecie prawo Keplera nie może być określona, jako wiedza powszechnie przydatna. I wcale w tym miejscu nie mam zamiaru epatować nieuctwa. Po prostu inaczej definiuje wiedzę przydatną wszystkim. Samo pojęcie „przydatne wszystkim” zależy, i to bardzo, od owego profilu absolwenta. Przykładowo załóżmy, że chcemy uzyskać człowieka otwartego na edukację (szybko się uczy nowych rzeczy, potrafi wykorzystywać wiedzę zdobytą w jednym „module” w innych, potrafi łączyć wiedzę zdobytą w różnych miejscach), dobrze radzącego sobie z kontaktami z interpersonalnymi (prezentacje, przemowy, negocjacje), potrafiącego używać „nowinki technologiczne” (komputer, tablet, smartfon). Będziemy go inaczej edukować niż człowieka zaradnego (potrafi wbić gwóźdź czy obsłużyć wkrętarkę, radzi sobie w urzędach, zna swoje prawa, wie jak wziąć kredyt), kulturalnego (orientuje się w literaturze, sztuce, zna zasady „dobrego wychowania”, mody-„dress codu” itp.). Oba typy są „pożądane” i pewnie dałoby się pogodzić ścieżkę edukacyjna obu. Ale istnieją również inne, nie mniej przydatne profile edukacyjne –człowieka obytego w świecie (języki, geografia, europeistyka), inteligentnego konsumenta (zasady dobrego żywienia, medycyna, prawo konsumenckie, psychologia) czy przyszłego przedsiębiorcę (rachunkowość, prawo, walka ze stresem). Tego wszystkiego już nie da się pogodzić. Kilka z powyższych kierunków trzeba wybrać. W tym miejscu dobrym ćwiczeniem byłoby sporządzenie cech absolwenta obecnej szkoły. Trzeba przyznać, że na stosunkowo wysokim poziomie (wyższym niż potrzeby przeciętnego człowieka) stoi wiedza encyklopedyczna. Dzięki wielu przedmiotom szeroko okalających naukę i wyrywkowym sprawdzaniu wiedzy uczniowie są zmuszeni przyswoić i zapamiętać całkiem sporo materiału. Nieźle figuruje także umiejętność przelewania swoich myśli na „papier”. I to by było na tyle. Uderzając zaś w same fundamenty: Od dekad funkcjonuje pewien wachlarz przedmiotów. Nie zmienił się…