Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

muzyka · 3 min czytania

Elegia dla Leonarda

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poznałam go latem, nie miałam wtedy jeszcze dwudziestu lat. Siedzieliśmy w ciemnym samochodzie, na nieoświetlonym parkingu. Jedynym źródłem światła była pełnia księżyca, to ona dawała jasność. Tej nocy usłyszałam go pierwszy raz. Kolega włączył płytę, nie pamiętam już nawet jak miał na imię, chyba Piotrek i nosił okulary. Gdy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki „Waiting for the miracle” i charakterystyczny, chropowaty, jakby przepalony głos już wiedziałam, że ten człowiek stanie się miłością mojego życia. Na wiele lat, na wiele smutnych i radosnych chwil, które miały mnie spotkać.

Wysłuchaliśmy tej piosenki kilka razy. Każdego następnego wieczora towarzyszyła nam na tym ciemnym parkingu pozbawionym latarń. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po powrocie do Polski było udanie się na stadion i kupienie płyty Leonarda Cohena, tej oraz kilku innych. Słuchałam ich wielokrotnie w domu rodzinnym, potem w innych domach, na imprezach, na wyjazdach. Zawsze mi towarzyszył i zawsze z radością witałam każdy nowy utwór. Zmieniałam się, a on wciąż pozostawał taki sam. A może raczej moja nim fascynacja pozostawała taka sama. Doskonale łączyła się z wewnętrznymi biegunami szczęścia i głębokiego smutku. W

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%