fantastyka · 5 min czytania
Elita : LOST część 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ELITA: LOST – Część IV: ŚLAD
Dżungla nie milczy. Po nocy, w której zniknęła Paulina, każdy szmer zdawał się dźwięczeć głośniej niż wcześniej. W powietrzu unosił się zapach ozonu i spalenizny po błysku światła, który ją zabrał. Kuba nie spał. Siedział przy ognisku, patrząc w żar, aż żar patrzył w niego.
— Nie możemy tu siedzieć — odezwał się Krzychu, zerkając na resztę. — Im dłużej czekamy, tym dalej ją zabiorą. Jeżu skinął. — Albo tym bliżej się znajdą oni.
Wiktor siedział obok, trzymając w dłoniach metalowy odłamek, który znalazł tam, gdzie stała Paulina. W słońcu połyskiwał jak kawałek czarnego szkła. — To nie było teleportowanie — powiedział cicho. — To był impuls. Tak silny, że zakrzywił światło.
Szczepan, z zimnym spokojem, poprawił magazynek. — Zatem to nie magia. Technologia. I ktoś tu ją kontroluje.
Rankiem ruszyli w kierunku gór, gdzie — według radaru zmontowanego przez Tomka — mógł być sygnał z urządzenia Pauliny. Dżungla stawała się coraz gęstsza, drzewa coraz wyższe, a cisza coraz bardziej złowroga.
Jeżu prowadził grupę. Miał oko do tropów — jeszcze zanim dołączył do Elity, był leśnikiem. Teraz każdy ślad czy złamana gałązka mówiły mu coś więcej niż słowa. — Trzy osoby tędy przeszły — mruknął. — Nie ludzie z obozu. Coś cięższego. I śmierdzi smarem.
Część 22 / 2
Wiktor kucnął, badając ziemię. — Pancerz? Egzoszkielety? — Albo coś, co ich imituje — odparł Jeżu.
Na kolejnym postoju Krzychu wyjął z plecaka metalową manierkę i podał ją Marcie. — Pij. Nie wiemy, ile jeszcze przed nami. Marta skinęła głową, uśmiechając się blado. — Dzięki. Wiesz, że Paulina by już na nas wrzeszczała, żebyśmy nie marudzili? Krzychu parsknął. — No. A potem by się obraziła, że ma rację.
To był moment ciszy, ciepły i ludzki w środku tej nieludzkiej wyspy. Ale trwał krótko.
Z krzaków padł sygnał dźwiękowy — jedno krótkie „pik”. Tomek od razu sięgnął po radio. — Sygnał z lokalizatora Pauliny. Jest blisko. Może dwieście metrów, w tamtym kierunku.
Ruszyli biegiem.
Sygnał prowadził ich do ruin. Betonowych, porośniętych mchem i korzeniami. Kiedyś…