Przyjaźń · 5 min czytania
Emila
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Nie musiała rozumieć sensu życia, wystarczyło spotkać kogoś, kto go zna, a potem zasnąć w Jego ramionach, jak dziecko, które wie, że ktoś silniejszy obroni je, przed całym złem tego świata.”
Mam na imię Emilia i chcę opowiedzieć wam historię o człowieku, który był mi zawsze bliski i o człowieku, który wyciągnął mnie z dna, gdy już pozornie nie było innego wyjścia poza śmiercią.
Moje życie nigdy nie było zbyt jaskrawe, moi rodzice, owszem kochali mnie, ale zawsze brakowało mi jakiegokolwiek czułego gestu z ich strony, wychowali mnie na osobę dojrzałą i odpowiedzialną, ale gdy chodziłam do gimnazjum to wcale nie było zaletą. Otaczała mnie banda idiotów zachowujących się jak dzieci z przedszkola, nie rozumieli mnie, nawet nie próbowali. Dobrze dogadywałam się tylko z osobami starszymi ode mnie o kilka lat, ale problem tkwił w tym, że dla nich byłam gówniarą, nie patrzyli na zachowanie, sposób bycia, postrzeganie świata. Wszyscy oprócz jednego – Artur. Był moją studnią na pustyni, najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałam i jakiego już nigdy nie będę mieć. Byliśmy tylko przyjaciółmi, on miał dziewczynę, ja nie potrzebowałam chłopaka, ale nawet jeśli „rozglądałam się” za takim, jego nie brałam pod uwagę. Był jak brat, opiekował się mną, chronił przed złymi ludźmi, zawsze wysłuchał, zawsze pocieszył. Poznałam go w wieku 13 lat, nawet nie pamiętam, jak i kiedy, to już nie istotne, ona miał wtedy lat 17. Nie traktował mnie jak dziecka, wręcz przeciwnie, doceniał moją dojrzałość i inteligencję – za to go uwielbiałam. Miał brata – Marcina, cholernie inteligentny i przystojny, spodobał mi się, gdy tylko go zobaczyłam, zakochałam się w nim, gdy po raz pierwszy usłyszałam jego słowa. Każde było dokładnie przemyślane, wiedział, co chce przekazać, nie mówił, żeby mówić, mówił by pokazać światu, że jest inny niż wszyscy, by łamać stereotypy.
Artur doskonale wiedział, że jestem zakochana w jego młodszym bracie, rozmawialiśmy o tym wprost, to było piękne, miałam człowieka, któremu mogłam o wszystkim powiedzieć, który nigdy nie wydałby mnie, któremu zależało na moim szczęściu. Chciał nawet pogadać z Marcinem, o specyficznym sposobie, w jaki na mnie działał, ale nie pozwoliłam mu. Uszanował moje zdanie… Miałam człowieka, dla, którego coś znaczyłam. No właśnie MIAŁAM.
Był…