Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 5 min czytania

Epitafium nadziei

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stałem naprzeciwko niego. Ale się chorobliwie bałem... i w sumie boję się nadal. Tyle tylko, że teraz stoję w cieniu drzewa. Tu mnie nie widzi. Zimny pot zalewa mi skronie, ale nerwy są jeszcze nietknięte. Wciąż kurczą się i rozprężają równo z dostarczanym tlenem. Tylko jakoś szybciej oddycham. Stoję oparty plecami o drzewo na skraju lasu. Oczy wychodzą mi na wierzch, a żyłki w ich głębi napełniają się ciepłą krwią. Ale to nadal nie jest ten właściwy strach. Może instynkt samozachowawczy? Mam o czym myśleć. Nie ma co. Słyszę jak zbliża się wolnymi krokami mój oprawca. Jak już koniecznie chce dokończyć dzieła to mógłby się trochę pospieszyć. Nie lubię czekać. Szczególnie na mało przyjemne doznania. Ale jakoś nie czuję wokół siebie tego metalicznego fetoru panicznego strachu. Dobra. Dam mu szansę. Wyjdę zza tego suchego zbioru sęków to może uzyska jakąś motywację. Zdecyduje się na dwukrotny cios łaski - dla własnego sumienia i mojego wyczerpania. Wychodzę z kryjówki, trochę ociężale, ale wirujący wokół mnie obraz nie daje mi możliwości uchwycenia całego zdarzenia w racjonalnych normach. Pełną egzaltacją, wręcz zamaszyście rozkładam ręce i wyzywająco wpatruję się w mój obecny wizerunek otchłani. W końcu taka jego rola w tym spektaklu. Pełna impresja. Przełknięta z bólem ślina i zadarta nienaturalnie głowa tworzą z oprawcy groteskę, a nie Boży bicz. Zamiast ekspresyjnie pohamować moją bezczelność to on się waha. Kiedyś bym powiedział - cykor. Ale nie teraz. Znam powagę sytuacji. Kolejne sekundy oczekiwania jednak coraz bardziej mnie niecierpliwią. Rdzeń nadnerczy spełnia swe zadanie i na powrót mam ochotę walczyć. Jestem wściekły. Co za ironia. Mówią, że dobrze umierać w towarzystwie przyjaciół i bliskich, serdecznych Ci osób. Ja tymczasem stoję przed błaznem z bronią w ręku, nad którego losem mogę tylko płakać, a którego zarazem nienawidzę za powierzoną mu rolę. Zbliżam ręce do poziomu tułowia. Raz się żyje... i raz umiera. Czyli nic w sumie nie ryzykuję. Tyle tylko, że nie ma powtórek. To źle czy dobrze? Chyba dobrze, po co mi męczące świadomość deja vu? A co tam. Na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Epitafium nadziei — czytnik · opowiadania