Epitafium nadziei
Moment śmierci - stan najwyższej wściekłości, nic wielkiego, moment wybawienia czy przekreślenie własnego życia ? Sami poszukajcie odpowiedzi
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stałem naprzeciwko niego. Ale się chorobliwie bałem... i w sumie boję się nadal. Tyle tylko, że teraz stoję w cieniu drzewa. Tu mnie nie widzi. Zimny pot zalewa mi skronie, ale nerwy są jeszcze nietknięte. Wciąż kurczą się i rozprężają równo z dostarczanym tlenem. Tylko jakoś szybciej oddycham. Stoję oparty plecami o drzewo na skraju lasu. Oczy wychodzą mi na wierzch, a żyłki w ich głębi napełniają się ciepłą krwią. Ale to nadal nie jest ten właściwy strach. Może instynkt samozachowawczy? Mam o czym myśleć. Nie ma co. Słyszę jak zbliża się wolnymi krokami mój oprawca. Jak już koniecznie chce dokończyć dzieła to mógłby się trochę pospieszyć. Nie lubię czekać. Szczególnie na mało przyjemne doznania. Ale jakoś nie czuję wokół siebie tego metalicznego fetoru panicznego strachu. Dobra. Dam mu szansę. Wyjdę zza tego suchego zbioru sęków to może uzyska jakąś motywację. Zdecyduje się na dwukrotny cios łaski - dla własnego sumienia i mojego wyczerpania. Wychodzę z kryjówki, trochę ociężale, ale wirujący wokół mnie obraz nie daje mi możliwości uchwycenia całego zdarzenia w racjonalnych normach. Pełną egzaltacją, wręcz zamaszyście rozkładam ręce i wyzywająco wpatruję się w mój obecny wizerunek otchłani. W końcu taka jego rola w tym spektaklu. Pełna impresja. Przełknięta z bólem ślina i zadarta nienaturalnie głowa tworzą z oprawcy groteskę, a nie Boży bicz. Zamiast ekspresyjnie pohamować moją bezczelność to on się waha. Kiedyś bym powiedział - cykor. Ale nie teraz. Znam powagę sytuacji. Kolejne sekundy oczekiwania jednak coraz bardziej mnie niecierpliwią. Rdzeń nadnerczy spełnia swe zadanie i na powrót mam ochotę walczyć. Jestem wściekły. Co za ironia. Mówią, że dobrze umierać w towarzystwie przyjaciół i bliskich, serdecznych Ci osób. Ja tymczasem stoję przed błaznem z bronią w ręku, nad którego losem mogę tylko płakać, a którego zarazem nienawidzę za powierzoną mu rolę. Zbliżam ręce do poziomu tułowia. Raz się żyje... i raz umiera. Czyli nic w sumie nie ryzykuję. Tyle tylko, że nie ma powtórek. To źle czy dobrze? Chyba dobrze, po co mi męczące świadomość deja vu? A co tam. Na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sanit
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…