Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 5 min czytania

Era jabłek i bohaterów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Dawno, dawno temu, gdy na świecie trwały wojny, żyły osoby, którzy byli w stanie poświęcić się za ojczyznę i całą ludzkość. Najwięksi bohaterowie, o jakich… Hej! Jak możesz spać, kiedy ja jeszcze nie doszłam do połowy historii? – Liti z oburzeniem zerknęła na małego, cicho pochrapującego smoczka, ułożonego wygodnie, z łuskowatym łebkiem na kolanach dziewczyny. Zwierzątko o wdzięcznym imieniu Rastaban, częściej nazywane po prostu Rastim, zostało podarowane Liti przez ojca w dniu jej siedemnastych urodzin. Był to wspaniały prezent w porównaniu z różowiutką sukieneczką, która sprawiła jej „ukochana babcia”. Nieopodal na swoim posłaniu spała wygodnie ułożona Wega. Litiana nie mogła uwierzyć, że stworzenie, które kiedyś miało całkiem poważny zamiar spalenia jej, podczas snu wygląda tak niewinnie. Liti cichutko wyswobodziła się spod ciężaru swego pupila i pospiesznie wyszła z boksu, w którym spały dwa smoki. Gdy tylko wydostała się na zewnątrz, fala mroźnego, nocnego powietrza uderzyła w nią z cała swoją mocą. Dziewczyna przystanęła na chwilę, by pooglądać granatowe niebo, upstrzone mnóstwem jaśniejących punkcików. Westchnęła i otuliła się szczelniej peleryną, którą wzięła ze sobą. Ostatni raz oglądała gwiazdy, kiedy jeszcze żyła jej matka. Lyr zawsze opowiadała córce o herosach i bohaterach, którzy po śmierci zostali zaklęci w tych małych świecidełkach. Uśmiechnęła się na to odległe wspomnienie, czując jednocześnie dziwny dreszcz, wędrujący niespiesznie wzdłuż kręgosłupa. Odwróciła się z zamiarem pójścia do domu, kiedy zobaczyła znajomą postać, nieopodal wiekowej jabłoni w ogrodzie. Ojciec stał tam, w jednej dłoni trzymając jakiś przedmiot, który co rusz przykładał sobie do ust, by po krótkim czasie wypuścić z nich kłęby dymu. Lit nie przepadała za fajkami i innymi podobnymi rzeczami. Ostatnio, kiedy próbowała czegoś, co miało jakiś związek z tytoniem, została przyłapana przez babcię. Miała wtedy siedem lat i przez tydzień polerowała rodzinne srebra należące do seniorki. Od tamtej pory trzymała się w możliwie najdalszej odległości od podejrzanie wyglądających akcesoriów nikotynowych. Cóż, przynajmniej miała ładną cerę. Patrzyła, jak blade światło księżyca pada na jasną głowę ojca i instynktownie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%