Inne · 6 min czytania
Excalibur i Ćmy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dlaczego kobiety boją się ciem? Piszczą i krzyczą przerażone, osłaniając oczy i włosy rękami. Skurczone w ataku paniki, nie chcą mieć nic wspólnego z konwulsyjnie poruszającymi się owadami. Czego jak czego, ale ciem mieliśmy w tym roku dostatek. Małe i duże, tłuste, szare, cętkowane, czarne. Niewiele różniące się od motyli, a tak odmienne wywołujące reakcje. Wykonywały w powietrzu przedziwne akrobacje lub odbijały się z głuchym stukaniem od ścian, mebli, lamp. Przyszły razem z upałem. Nasz całkowicie przeszklony pokój – mała kostka wklejona w ciało apartamentowca położonego nad rzeką - pochłaniał upał, kąpał się w nim. Słońce, malujące cienie framug na białych ścianach, rozgrzewało powietrze, zdawało się ignorować zasłony. Nie pomagało otwieranie okien. Jedynym odczuwalnym skutkiem była fala ciemnych owadów dokonujących ustawicznej inwazji na naszą prywatną przestrzeń powietrzną.
Pamiętnego wieczora długo siedzieliśmy na kanapie podziwiając zachód słońca. Jak zwykle niepowtarzalny. Jak zwykle kończący się pomarańczowo-granatowym spektaklem drobnych chmur i kolorowych refleksów na rzece. Zmierzch pochłonął szczegóły odległych mostów. Latarnie rozświetliły się białymi gwiazdami. Nie chciałem jeszcze zapalać światła, póki co pokój łączył się półmrokiem ze światem na zewnątrz. Światło żarówki oddzieliłoby go, postawiłoby nieprzekraczalną barierę.
I właśnie wtedy go dostrzegłem. Wisiał zawieszony w powietrzu. Pomiędzy szklanym stolikiem komputerowym a naszym ulubionym kwiatem w wielkiej doniczce. Tkwił nieruchomo. Miecz z długą rękojeścią i jeszcze dłuższym ostrzem. Pstryknąłem przełącznikiem lampy. Z początku oszołomieni rozważaliśmy wezwanie kogoś na pomoc, po chwili jednak Ewa, moja odważna żona, zdecydowanie ujęła za rękojeść i pociągnęła. Miecz ani drgnął. Zachęcony jej przykładem wyciągnąłem rękę. Z chwilą gdy moja dłoń oplotła skórzany uchwyt, niewidzialna siła puściła i miecz opadł bezwładnie, niemal uderzając o podłogę. Był ciężki.
Chwilowo położyłem go na stosie papierów zalegających biurko. Lśnił srebrzyście, niczym gość z odległego świata, nie pasował do naszego pokoju. Nie byłem w stanie pozbierać myśli. Czułem przyspieszone bicie serca i jakąś dziwną fascynację wprawiającą w drżenie moje ciało. Nigdy nie ćwiczyłem posługiwania się bronią, nawet nie byłem zwolennikiem fantasy, a tutaj takie coś! Co mam teraz zrobić? Wybiec na ulicę w poszukiwaniu ciemnego charakteru do rozpłatania na dwoje? A może to wszystko jest genialnym żartem naszych drogich znajomych?
Rano, wychodząc do pracy,…