duchy · 20 min czytania
Farma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
5. czerwca 1999 20:45 Wróciłem z pracy po ciężkim dniu. Był już wieczór, a na ulicy paliły się lampy. Moja głowa pulsowała, nie dając spokojnie usnąć. Wstałem z łóżka i zaparzyłem sobie mocnej kawy. Tej nocy już nie pośpię. Wyjąłem plik dokumentów z teczki i postanowiłem je przeanalizować jeszcze raz. Gdzieś popełniłem błąd i chciałem wiedzieć gdzie. Oczywiście byłem świeży w tym zawodzie, jednak nie zmienia to faktu, że jednocześnie najlepszy spośród stu innych. Właśnie przeglądałem zdjęcia, kiedy zadzwonił telefon. – Tom, tu szeryf. Nie chcę owijać w bawełnę. Dostajesz przydział, będziesz badał sprawę JJ Rippera. – Ogromnie się cieszę, ale... Dlaczego właśnie ja? – Bo ty się do tej roboty najbardziej nadajesz. Jesteś inteligentny, bystry i znasz wszystkie tajniki, jakimi może się posługiwać seryjny morderca, więc odmówić nie możesz. Chyba że rezygnujesz z pracy? – Oczywiście, że nie rezygnuję. – Jutro o dziesiątej masz przyjść do biura. Otrzymasz wszystkie materiały związane z JJ Ripperem. – Dobrze, szefie. Będę punktualnie. Odłożyłem słuchawkę. Byłem szoku. JJ Ripper – pierwszy seryjny morderca, którego miałem schwytać. Chciałem śpiewać z radości i jednocześnie płakać, bo wiedziałem, co zrobił JJ. Postanowiłem, że dziś już nie będę przeglądał zdjęć, bo i tak od jutra będę miał aż nadto wpatrywania się w ,,dzieła” Rippera.
6. czerwca 1999 9:59 Stałem przed drzwiami szefa niczym skarcony uczeń. Minuta dzieliła mnie od otrzymania sprawy JJ. Drzwi otworzyły się i ukazała się postać starszego mężczyzny z brodą. – Wejdź, Tom. Wszedłem – Usiądź. Tutaj mam dokumenty, które mogą się przydać. Oczywiście liczę na twoją intuicje, dzięki której nieraz udało ci się strzelić w dziesiątkę. To, że nie dostałeś partnera, nie zmienia faktu, że cały czas będziesz miał wsparcie. Chcę, żebyś to wiedział. – To nawet lepiej, wolę pracować sam. Wiele słyszałem o JJ...– Większość to bujda wyssana przez szmatławce, żeby nakład się szybko sprzedał. Prawda jest taka, że mamy seryjnego mordercę i – już – dwadzieścia dwa trupy. On się z nami bawi, potrafi nas mylnie naprowadzać, żebyśmy się ośmieszyli. Jednak jest szansa, że popełni gdzieś błąd. Ty to wykorzystasz, a wtedy wreszcie dopadniemy skurwysyna. Już miałem wychodzić, kiedy zadzwonił telefon, szef włączył na głośnomówiący. – Tu posterunkowy Mike. Jestem na miejscu zbrodni. Proszę przysłać techników, to istna masakra. – Zrozumiałem, podaj namiary – odparł szef. – Jestem wraz z Henrym na Cristal Fighein. W pobliżu jest farma. – OK, zrozumiałem – potwierdził szef, kładąc słuchawkę z powrotem. Spojrzał na mnie. Na jego twarzy rysował się nikły uśmiech. – Zbieraj tyłek i złap tego sukinkota. Wypadłem z biura niczym strzała i od razu udałem się do wozu. Jechałem na syrenie. Padało coraz mocniej. Nawierzchnia była bardzo śliska. Chciałem tam dotrzeć jak najszybciej, jednak straciłem panowanie nad wozem. Wjechałem do rowu. Kiedy odzyskałem świadomość, spostrzegłem, że z mojego czoła spływała się mała strużka krwi. Wyszedłem z auta, aby sprawdzić, w jakim jest stanie. Ku mojemu zdziwieniu wydawało się nieuszkodzone. Usiadłem za kierownicą i zacząłem się modlić, przekręcając kluczyk w stacyjce. Za pierwszym razem nie zapalił. Nie zdziwiło mnie to, bo nigdy nie odpalał za pierwszym razem. Ponowna próba przyniosła upragniony sukces. Po godzinie dojechałem na miejsce wyznaczone przez szefa. Przy farmie znajdowały pola kukurydzy. W oddali zobaczyłem stodołę. Spojrzałem w lusterko. Krew dalej sączyła się lekko. Wyjąłem plaster, który był w schowku, nakleiłem na czoło i wyszedłem z samochodu. Kilku funkcjonariuszy gadało miedzy sobą, rozciągając taśmę policyjną wokół domu. Podszedłem nich. – Co tu się wydarzyło? Gdzie jest miejsce zbrodni ? Jeden z policjantów spojrzał na mnie. – Proszę wejść do środka – odparł, wskazując drzwi do domu Dom był drewniany, pomalowany na jaskrawą biel. Nad górną krawędzią futryny wisiała tabliczka „W tym miejscu w 1888 roku toczyła się bitwa”. Na drzwiach znajdowała się wizytówka Herzen Huintin, a pod plakietką wielka masywna kołatka, która trochę nie pasowała do wiejskich realiów. Drzwi były lekko uchylone. Wszedłem. W środku panował smród stęchlizny, zmieszany z wonią ludzkiej krwi. Przedpokój był niewielki. Mała szafka na buty, obok stojak na parasole, a po prawej drzwi do kuchni. Tam także stali policjanci i robili zdjęcia. Podszedłem bliżej. Wielki wiatrak, który miał ochładzać domowników, teraz tylko rozwiewał na cały dom smród rozkładającego się ciała. Na stole leżały stare płatki śniadaniowe, po których chodziły karaluchy. Spojrzałem w prawo. Ujrzałem małą lodówkę. Typowy model z lat pięćdziesiątych. Kilka kroków dzieliło mnie od policjanta, który trzymał w ręku aparat. Im bliżej podchodziłem, tym bardziej mój umysł próbował odtworzyć to, co się tu wydarzyło. Mimo że było tutaj dziesięciu funkcjonariuszy, bałem się.– Gdzie jest trup? – zapytałem Policjant odstawił na moment aparat i odpowiedział: – Ciało denatki jest na piętrze, ale może lepiej nie wchodź tam sam. Ja płakałem dobry kwadrans po wyjściu stamtąd. – Ja nie należę do płaczków – odparłem i poszedłem dalej. Korytarz za kuchnią był mały, pomalowany na żółty kolor. Na lewo ciągnęły się schody. Na ścianie przy nich wisiały reprodukcje siedemnastowiecznych obrazów. Na górze znajdowały się tylko jedne drzwi. Widniał na nich krwawy napis: „Spirit et demoni”. Wszedłem. W środku panował istny Armagedon. Lampa potłuczona, szafa przewrócona, na środku łóżka zwłoki kobiety, które wyglądały na rozszarpane przez zwierzę. Ciało miało duże rany kłute, klatka piersiowa była rozerwana jakby od środka, uszy odcięto i pozostawiono na poduszce. Kobieta trzymała swój własny język w prawej ręce. W oczodołach spoczywały dwie monety. Twarz pozbawiona była dolnej szczęki, w miejscu której znajdował się krzyż. Dwa pentagramy narysowane wokół łóżka splatały się w całość. Na ścianie widniał kolejny napis „Bój się, bo on wrócił. Bój się, bo on już tu jest. Bój się, bo on widzi cię. Bój się, bo tylko to pozostało”. Chwyciłem telefon i zadzwoniłem do szefa. Kilka głuchych połączeń, aż wreszcie odebrał. – Słucham? – Szefie, jestem na miejscu. Właśnie oglądam miejsce zbrodni albo raczej masakry, która tu została dokonana. Czy jest pewność, że JJ to zrobił? Bo mi tu śmierdzi bardziej jakaś sektą. – Zbierz materiały. Każdy trop jest ważny, by złapać JJ Rippera. – OK, szefie. Rozłączyłem się. Była już czternasta, kiedy spojrzałem na telefon. Wyszedłem z pokoju, czułem zbyt dużo emocji, by wytrwać tam jeszcze chociaż minutę. Wróciłem do kuchni, postanowiłem wszystko zbadać. Policyjny fotograf ulotnił się gdzieś. W kuchni pojawiła strużka, która ciągnęła się aż do przedpokoju. Nie wyglądała na krew, bardziej na coś, co było połączeniem wody i rdzy. Podążałem za nią aż do piwnicy, ale w dalszym ciągu nie spotkałem żadnego policjanta. Postanowiłem wycofać się, jednak drzwi od piwnicy zostały zamknięte. Uderzałem pięścią w drzwi, lecz nikt nie otwierał. Zszedłem po omacku na dół i zapaliłem światło. Wyjąłem telefon i próbowałem zadzwonić do kogoś, kto by mnie stąd uwolnił. Bezskutecznie. Piwnice mają to do siebie, że nie ma w nich zasięgu. Ta była mała, przerobiona na warsztat. Pełno pajęczyn sugerowało, że nikt tutaj nie gościł od kilku lat. Na stole leżała piła oraz kilka paczek gwoździ, a za stołem kilka pudełek. Podszedłem i otworzyłem jedno z nich. Były w niej gazety, opisujące działania JJ Rippera. „Diabeł znów bawi się nad stawem” grzmiał jeden z tytułów. Pod gazetą leżał dziennik, a na nim napisano: Jonathan James Reav.
1. kwietnia 1966 Mój ojciec znów mnie pobił, bo nie chciałem iść do Sandersów po ziemniaki. Czuję się źle. Dobrze, że mojej siostry dziś nie dotknął.
2. kwietnia 1966 Mój ojciec dziś mnie nie bił, a nawet pochwalił, że dobrze wykonałem pracę na roli. Moja siostra nie miała dziś szczęścia. Był u niej w nocy. Nie mogłem nic zrobić.
3. kwietnia 1966 Mój ojciec znów się spił. Matka wróciła od rodziny, piła razem z nim. Boję się nocy.
3. kwietnia 1966. Noc Ojciec z matką kłócą się. Mówią coś o tym, że ona chce od niego odejść. On postanawia ją uciszyć. Słyszę krzyki. Siostra gdzieś zniknęła. Szukałem jej cały dzień. Mam nadzieję, że rodzice ją znajdą.
Część 22 / 2
4. kwietnia 1966 Dalej nie ma mojej siostry. Gdy zapytałem o nią ojca, odpowiedział, że to nie moja parszywa sprawa i mnie pobił. Czuję się fatalnie. Chcę się zabić, przyszykowałem tabletki, jednak ojciec mnie nakrył i znowu pobił.
5. maja 1993 Siedzieliśmy wraz z kuzynem przy piwie i rozmyślaliśmy o życiu. Nagle kuzyn wspomniał coś o mojej siostrze. Zacząłem go bić, a potem podciąłem mu gardło puszką po piwie.
7. maja 1996 Spotkałem moja dziewczynę z jakimś chłopakiem. W nocy dałem jej nauczkę, już więcej mnie nie skrzywdzi.
10. maja 1999 On każe mi zabijać. Cały czas mi kazał, próbowałem się od niego uwolnić, jednak on jest silniejszy. Ma nade mną władzę. Boję się o życie swoje i innych. Boże, miej mnie w swej opiece.
Na tym zakończył się pamiętnik, byłem w szoku, chociaż ujrzałem tylko zalążek tego, czego „dokonał” JJ. Odłożyłem dziennik i postanowiłem raz jeszcze spróbować otworzyć drzwi. Wszedłem ponownie po schodach i z impetem uderzyłem w nie nogą, jednak bez efektu. Wróciłem na dół i zacząłem szukać okienka bądź drugiego wyjścia, także bez skutku. Byłem uwięziony w domu JJ Rippera. Zbliżała się noc. Ponownie podszedłem pod drzwi i zacząłem nasłuchiwać głosów. Nic, tylko cisza, która ogarnęła ten dom. Zaczęła się burza. Grzmot uderzył niedaleko, powodując silne trzęsienie oraz migotanie światła. Spojrzałem do kabury, moja broń była naładowana. Wróciłem ponownie na górę i strzeliłem w zamek. Udało się, byłem wolny. Wyszedłem. Chciałem udać się na zewnątrz, jednak usłyszałem krzyk wołający o pomoc, który dobiegał – o dziwo – z…