Pisarstwo · 4 min czytania
Fioletowe COŚ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
… Fioletowe COŚ Moje fioletowe COŚ znowu dało o sobie znać. Spotkałam je dawno temu. Uczyłam się wtedy do klasówki z matematyki. Później odezwało się w szpitalu. A teraz … Opowiem po kolei, bo to następna, niewiarygodna historia. - Hej! Kaju! Masz ochotę na wycieczkę? - zapytało. Nie, nie miałam nastroju na nic. Bolał mnie brzuch, miałam mnóstwo rzeczy do zrobienia. - Nie, nie i jeszcze raz nie! Ciebie nie ma. - Przypatrz się uważnie. JESTEM. Uważaj – lecimy. Poczułam zawrót głowy, zobaczyłam miliony tęcz i gwiazdy … Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam … Obok mnie rosły olbrzymie paprocie, a w górze …zobaczyłam … Nie mogłam uwierzyć własnym oczom … to był pysk brontozaura. Jadł ze smakiem te paprotki i mogłabym przysiąc, że się uśmiechał. Różowe Licho usiadło na jego głowie. Potem przeskoczyło na nos, a Bronti ( bo tak go w myślach nazwałam) zrobił tak zabawnego zeza, że i ja zaczęłam chichotać. - A widzisz – odezwało się – już ci się humor poprawił. Zrobiliśmy wycieczkę w przeszłość. Znajdujesz się dokładnie w tym miejscu, gdzie teraz stoi twoje biurko – powiedziało. Mowę mi odjęło, zatkało mnie albo język stanął mi kołkiem. Wszystkie określenia pasowały. Widziałam wokół niesamowity świat. Nie umiałabym takiego wymyślić. Nagle poczułam drgania. Brontozaur przestał jeść, znieruchomiał, a potem rzucił się do ucieczki. Inne zwierzęta zrobiły to samo. Moje fioletowe COŚ pisnęło cienko, że nadchodzi tyranozaur, złapało mnie za rękę i znów byliśmy w moim pokoju. Nie zdążyłam się nawet przestraszyć. - Trochę mi nie wyszło, Spróbujmy jeszcze raz – powiedziało. Poszybowaliśmy nad Olsztynem. Widok był bajeczny:…