fantastyka · 9 min czytania
Fiolka Mistrza (rozdział 1.)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W tym samym czasie do gospody "Szary kamień" wszedł okryty kapturem mężczyzna z łukiem i kołczanem na plecach, był dość wysoki, stawiał szybkie i długie kroki. Poprosił gospodarza o stolik w najciemniejszym kącie sali oraz o coś do jedzenia. Po chwili właściciel przyniósł drewnianą tacę z kawałkiem mięsa, pół bochenka lekko czerstwego chleba oraz kielich wina winogronowego, a następnie wrócił do swoich zajęć. Gość zjadł wszystko, wyjał z kieszeni małą oprawioną w skórę książeczkę i rzucił na nią okiem ale zobaczywszy, że jeden z ludzi siedzących kilka stolików dalej dziwnie się mu przygląda, pośpiesznie schował ją do kieszeni. Tamten wstał od stołu zostawiając kolegów i podszedł do postaci w kapturze. -Witam, widzę, że jesteś tu nowy. -Tak, tylko przejazdem, postanowiłem wypocząć i niedługo znów wyruszam w drogę. -Hmm, a może by tak szanowny pan zechciał wypocząć u nas w domu? Moja rodzina i ja lubimy przyjmować gości, od razu się dowiemy co tam słychać w świecie. -Możliwe, że skorzystam w pańskiej oferty. Nazywam się Zekan - tu wstał i podał rękę. -Miło mi, ja nazywam się Arutarow, ale mówią na mnie Arut. To może od razu pójdziemy do mnie? -Dobra. - ruszyli w stronę drzwi, lecz usłyszeli za sobą wołanie gospodarza. -Hejże, a gdzie zapłata za żarcie?! Zekan wyjął z sakiewki jedną srebrną monetę i rzucił oberżyście. - Powinno starczyć- -Teraz lepiej - zachrypiał właściciel i ruszył w stronę stolika, gdzie jeszcze przed kilkoma chwilami siedział przybysz, by posprzątać.
***
Szli ciemną, brukowaną uliczką, odgłosy z karczmy juz dawno ucichły i teraz słychać było tylko czasami, odgłosy matek wołających swoje dzieci do domu, ponieważ zapadała noc, rozmowy chłopów, którzy wracali z roli i świerszczy muzykujących w trawach. -Skąd pochodzisz?- spytał Arutarow - Wiesz, to twoja sprawa ale...- -Z Dewish... -Ale to jest... ze sto dwadzieścia mil stąd! -Tak, jestem poszukiwaczem przygód, teraz kieruje się na północ, do Ansyru, słyszałem pogłoski, że w okolicach tego miasta są ruiny jakiejś starej budowli, a w niej skarb nieumarłych rycerzy, którzy go strzegą, przynajmniej tak głoszą plotki... Jeden kupiec z mojego miasta zaoferował za jakąkolwiek rzecz z tego skarbu znaczną sumę pieniędzy, więc postanowiłem się tam wybrać i spróbować go odnaleźć. -Odważny jesteś, że mówisz mi takie rzeczy, chociaż mnie nie znasz. -Znam ludzi i umiem rozróżniać dobrych od złych i moim zdaniem nie masz złych zamiarów...- tutaj Zekan lekko się uśmiechnął, jednak Arut tego nie zauważył. -Taaak, wiesz ja kiedyś byłem rycerzem, także dużo podróżowałem, tylko, że z moim oddziałem... To były czasy... Walki, przygody... Jeszcze gdzieś mam moją zbroję i miecz. Pokażę ci go, jak dojdziemy do mojego domu. Juz niedaleko. Oo za tym zakrętem, w tej uliczce. To tutaj. - Wskazał ręką na mały domek będący w średnim stanie, pokryty dachówkami, które jak się wydawało mogą w każdej chwili spaść, w domu paliły się już świece. - Chyba moja żona podaje kolację. Zechcesz zaczekać, ja tylko powiadomię ją, że dziś mamy gościa i potrzebne będzie jedno nakrycie więcej.- Po chwili były rycerz wrócił i zaprosił Zekana do domu. Przybysz, gdy wszedł do środka, ujrzał jak bardzo się mylił w stosunku do tego domu, mimo, iż z zewnątrz wyglądał on nieciekawie, w środku było bardzo przytulnie i miło. Ściany były drewniane, nasmarowane jakimś specyfikiem, który dodawał im blasku, w kącie stał stolik, a na nim wazon z kwiatami, dalej znajdowała się rzeźbiona szafa, na której spoczywały księgi i różne papiery. W przedsionku wisiało kilka portretów. -Jak się domyślam, są to twoi przodkowie? Arutarow przytaknął i ruszyli w głąb korytarza. Wtedy poszukiwacz przygód poczuł zapach, pieczonych ziemniaków. Wkraczając do jadalni przywitał się z żoną gospodarza i usiadł na krześle. Po chwili usłyszał hałas i do pomieszczenia wbiegło dwoje dzieci, w wieku około pięciu lat. Za nimi wkroczył juz starszy chłopak mający około szesnaście wiosen. -Oto moja rodzina- rzekł -Moja żona Azuna, najstarszy syn He`rac, młodszy syn Wantu i moja córka Marana. A to jest pan Zekan, pochodzi z Dewish, zajmuje się poszukiwaniem przygód - Gdy skończył to zdanie, Zekan zauważył błysk w oku najstarszego syna, ale nic nie powiedział, tylko skinął głową, a