Inne · 6 min czytania
Gaja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejny poniedziałek, który nie zwiastował niczego dobrego. Bo z poniedziałkami to jest tak – pomyślała – że albo się ich nie lubi, albo wiąże z nimi ogromne nadzieje na zmianę, na lepszy tydzień i na to, że tym razem się uda. Nowe wyzwania jak wiadomo najlepiej zaczynać jest zawsze w poniedziałek. Prawda jak świat stara. Gaja na swoim koncie tych poniedziałków, które miały coś w jej życiu zmienić, miała niezliczoną ilość. Dzisiejszy wyczerpał jej pokłady cierpliwości na tyle, że nie miała już ochoty na kolejny, a potem następny. - Szlag by to! – zaklęła pod nosem. Miała dość tej cholernej roboty. Wysłuchiwania idiotycznych pomysłów Ważnego Szefa i uczestniczenia w spotkaniach na szczycie. Swój szczyt osiągnęła. Wytrzymałości. Zgarnęła wszystkie papiery, z którymi powinna uporać się już dawno, do stojącego obok biurka kartonu i cisnęła go ze złością w kąt. - Dość tego! – syknęła, po czym narzuciła na siebie swój ulubiony płaszcz w kolorze fuksji i wybiegła z biura. Na zewnątrz życie toczyło się takim samym rytmem jak rano, kiedy biegła w pośpiechu do biura. Ludzie sunęli w różnych kierunkach, przemierzali ulice, wchodzili i wychodzili z okolicznych sklepów. Samochody nadal nie zatrzymywały się na przejściu dla pieszych, przez które Gaja codziennie przechodziła. Świat nie stanął w miejscu nawet dziś, kiedy chciała, by skończyło się jej stare życie. Z kolejnym szybkim krokiem Gaja czuła jak złość ustępuje przerażeniu. - Co ja najlepszego zrobiłam? Co dalej? – odbijało się echem w jej głowie. To, że nie było już odwrotu sprawiało, że mimo wszystko czuła się lżej. Przecież zawsze chciała inaczej. Tyle, że teraz nie bardzo jeszcze wiedziała jak ma wyglądać to inaczej. Z takim imieniem nie mogła przecież żyć tak jak wszyscy. Od dawna wiedziała, że powinna być aktorką, pisarką, albo chociaż malarką. Wieść artystyczny żywot, pijać herbatę w porcelanowej filiżance, a wieczorem delektować się smakiem wina w ciszy swojego gabinetu. W wyobraźni każdego wieczora zatapiała się w miękkim fotelu i otulała ciepłym pledem w gabinecie, którego przecież nie miała. Wygodny fotel stał w cieniu lampy, z której sączyło się delikatne, ciepłe, pomarańczowe światło. Obok na cienkiej nóżce stał niewielki okrągły stolik, a na nim co wieczór kieliszek czerwonego wina. Naprzeciwko fotela wielkie okno z widokiem na dachy wieżowców i most, który nocą mieniłby się feerią barw. Doskonałe miejsce na obserwowanie nocnego życia miasta. Późnymi wieczorami zasiadałaby do pracy przy masywnym biurku wypatrzonym w pobliskim antykwariacie i pracowałaby nad czymś, co z pewnością dawałoby jej dużo większą satysfakcję niż dotychczasowe, nikomu niepotrzebne…