Fantastyka · 4 min czytania
Gargulec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gargulec przycupnął na masywnym parapecie jednego z okien kościelnej wieży. Błoniaste skrzydła pokryte twardymi jak głaz płytkami złożył na zgarbionym grzbiecie tak, że przypominał piekielnego motyla. Mocne szpony obejmowały cegły gdy bestia lustrowała okolicę swymi lśniącymi trupim światłem oczyma. Spiczaste uszy wyłapywały westchnienia śpiących ludzi, majaki tych, którym śniły się koszmary i płacz małych dzieci, dla których nie było różnicy, czy zawodzą o poranku czy wśród nocnego mroku. Trójkątny łeb poczwary kiwał się z prawa na lewo w powolnym, hipnotycznym rytmie a wypełnione ostrymi kolcami zębów szczęki rozwierały się lekko tylko po to by po chwili zatrzaskiwać z głośnym kłapnięciem. Światło księżyca w pełni iskrzyło się ma chropowatej skórze gargulca nadając mu iście mistycznej aury tajemniczości. Wtem monstrum dostrzegło to, czego poszukiwało. W jednym z mieszkań spał ktoś, komu absolutnie nic się nie śniło. Dla potwora było to wyczuwalne pod postacią doskonałej ciszy emanującej od duszy ów człowieka. To trochę, jakby pośród miliona migoczących gwiazd dostrzec jedną stateczną i nieruchomą czarną dziurę. Gargulec zaskowyczał radośnie po czym odepchnął się od podłoża rozpościerając skrzydła. Załopotał nimi delikatnie by nabrać rozpędu a następnie poszybował sterując precyzyjnymi ruchami smukłego ogona. Pęd rozwiewał grzywę bestii gdy bezszelestnie leciała ku swej ofierze. Dolatując do typowego dla tych czasów plastikowego okna Gargulec skupił na chwilę swą jakże różniącą się od ludzkiej wolę. Delikatne…