Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Sport · 3 min czytania

Gasnąca nadzieja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Alejki przybrały reprezentacyjne barwy jesieni i mamiły urodą skąpaną w złotym liściu. A drzewa wyzbyte z swej purpurowej szaty kołysały się w takt wiatru. Dzierżył batutę ów wiatr właśnie, wirtuoz wybitny. Słońce w asyście gęstych chmur wspinało się na szczyt, a uśpioną jeszcze okolicę przyodziewało w ciepłe promyki. Przeciągnął się leniwie, rozpostarł nad głową ręce i ziewnął głośno. Z pogardą spoglądał na niegustownie wesołych ludzi, którzy trwonili swoją energię na bezużyteczne sprawy. Ujął lewą dłonią pióro i z uniesionymi ku górze kącikami warg, ułożonym notesem na udach, począł niespiesznie pisać, nadając każdej z liter osobnego charakteru. Szarmancja w pisaniu. {i}Jedenasty maja, Parodia życia wokół mnie. Gdzie ludzie? Obok mnie radosne cienie, wirują i tańczą. Gardzę nimi. Wczoraj pewna rudowłosa damulka chciała sprawdzić trzeźwość mojego umysłu. Kontakty z nimi to rzecz okrutna. Wciąż się uśmiechają. Sztuczność zdobi ich głowy, niczym korona skronie królów. Budują obrzydliwy świat; wielcy z kruchej materii. "Jakże kłopot­li­wa jest niena­wiść bez wzajemności." - Kumor. Udowadniają mi tylko, że mimo wszystko zawsze będę ponad nimi. Splunąłem na kogoś. Dziewczynka. Płakała. Trochę mi jej szkoda. Szkoda? Doskonały żart, Tito! Jutro spotkasz Pepa... ~{/i} Stadion opustoszał już niemal, a…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gasnąca nadzieja — czytnik · opowiadania