Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Gasnące iskry nocnego płomienia...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc...Taka piękna...Bezksiężycowa...Ciemność da mi ucieczkę...Nie!Ona przyciąga,kusi, wabi... Ucieka przedemną, a zarazem na mnie czeka...Czeka na odpowiedni moment, na odpowiednią chwilę, szuka wyjścia, chce się wyrwać...Postać z cienia ! Znowu ! Jest, a zarazem jej nie ma... Chaos...Strach...Ciemność...Ona czeka, ale i ucieka.Mierzy czas i przelicza chwile...Czeka na mój błąd,ale ja go nie popełnie ! Nie! Opre się...Już jej nie ma...Teraz ucieka, chowa się, kryje przedemną, ale wróci...Gdy nadejdzie odpowiednia chwila,wróci...

Obudził się...Była jeszcze noc...Miasto nie było dla niego dobrym schronieniem.Trzeba już ruszać...Zanim wstanie słońce, zanim miasto się obudzi...Teraz jest uśpione,spoczywa w melodii ciszy...Trzeba iść,trzeba iść...

Wyjżał za uchylone drzwi stajni. Ulica była opustoszała, nie było widać nikogo. Co za ironia...On...Szlachcic z urodzenia musi spać w stajni, musi uciekać, kryć się przed ludźmi.Kto by pomyślał, że całe miasto będzie go ścigać za zbrodnię, której nie popełnił, za winę, która nie spoczywa na nim...Grube, spruchniałe deski, wspierające dach starej stajni skrzypiały przy każdym mniejszym powiewie wiatru, rozbijającym się o ich płaską powierzchnię...Każdy, najcichszy dźwięk, jaki dało się słyszeć powodował u niego lekkie ukłucie strachu, które odbijało sie echem w jego wyobraźni...Nie było czasu. Szybko się spakował, na plecy zarzucił podręczną torbę i jeszcze raz upewnił się, czy oby napewno nie ma nikogo w pobliżu. Brukowana droga prowadziła ciągle w dół i w dół... Każdy krok głośno rozchodził się podźwiękiem odbijając się od ścien i murów... To niebezpieczne,ale nie może tu zostać,nie może pozwolić, by go znaleźli...Aleja zanurzona w nieprzeniknionej ciemności. Tak, ciemność daje mu schronienie, ale jest zdradziecka...Naprawde, kryje w sobie mniej niż to sie wydaje, ale więcej niż byśmy się mogli spodziewać...Następny zakręt. Za każdym kolejnym serce zaczyna mocniej bić, tłocząc niepewność, strach i obawe...Może nie uda mu się doczekać jutra, może na następnym skrzyżowaniu czeka na niego ... -Hej! - usłyszał zza pleców - Tak ty, do ciebie mówie! - z ciemnego zaułka wynurzył się ponury drab w obdartej koszuli i dziurawych spodniach. Był brudny i śmierdział. Na jego plecach powiewał purpurowy płaszcz, który napewno jeszcze niedawno nie należał do niego...Spod płaszczu wystawał specjalnie wyeksponowany wśród całego ubioru, krótki i zardzewialy miecz. -Wiesz, że niebezpiecznie jest podróżować nocą? Może cie spotkać coś bardzo niemiłego,chyba, że masz dużo złota, którym chętnie podzielisz się z potrzebującym....-kontynuował spokojnie bandyta powoli zbliżając się do bezradnego przechodnia. -Nie, ja... Ja tylko...- próbował powiedzieć coś w swojej obronie, ale draba najwyraźniej to nie interesowało...-Błagam, ja nie chce... -Spokojnie, - przerwał mu - jeżeli będziesz grzeczny, a co najważniejsze cichy, to może nic złego ci się nie stanie...- kiedy to mówił na twarzy pojawił mu się szyderczy uśmiech, a oczy zapłonęły mu chciwością... Męzczyzna na drodze panikował, nie chciał iść do więzienia, ale śmierć też nie była dla niego ciekawą wizją...Wolał jednak by go pojmali, byleby tylko nie umrzeć w ten sposób...Z ręki jakiegoś śmierdzącego obdartusa nie umiejącego nawet czytać, a co dopiero pisać... -Straże!!Pomocy!!Niech mi ktoś pomoże!!Ratunku!!! - zaczął krzyczeć najgłośniej jak tylko mógł, ale nikt się nie zjawił. Widząc, że nie ma szans w walce z uzbrojonym bandytą rzucił się do ucieczki, biegnąc na oślep, byleby tylko zniknąć jak najdalej z tąd. Wciąż skręcał, mając nadzieję, że w końcu go zgubi, ale trafił na ślepą uliczkę...Przez chwilę stał w nadziei, że drab tu za nim nie trafi...Wtedy z cienia zaczęła już się wynużać postać jego prześladowcy. -Nie ładnie, nie ładnie...A mówiłem, żebyś był cicho...Teraz, sam widzisz, będe cie musiał zabić.- to mówiąc wyciągnął swój stary, pogięty miecz i w biegu zamachnął się już do ciosu. Bezbronny…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Gasnące iskry nocnego płomienia... — czytnik · opowiadania