Fantastyka · 5 min czytania
Gdzie kryją się ludzie?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Raz była niedokończona historia, w której jechał z rowerem pełnym kół. Jechał przez zboże, słając drogę połamanymi źdźbłami. Celem w myślach ogarnięty, a smutny na zewnątrz. Beztroski, w milczeniu pełnym wzruszeń, w strachu bez cienia nadziei. Jechał. Z daleka zobaczył uczciwie rozdroże. Rozwidlenie w dwie strony pośród słoneczników. Tym razem nie stał tam znak, wskazujący drogę. Był tylko, nie wiadomo skąd, osamotniony znak stopu. - Co ja teraz pocznę? – lamentował Zegarowy Chłopak. Naprawdę nie wiedział. - Dzień dobry – odezwał się Stop. – Zastępuję dziś mojego kolegę. Strasznie łamie go w nodze. Dziś ja panu wskażę właściwą drogę. Chłopak zszedł z roweru. Przytulił czule. - Bo się zarumienię. - I tak jest pan czerwony. Jadę z ważną misją. Muszę przekazać generałowi, że wojna już się rozpoczęła. Znak, gdyby miał oczy... Ale nie miał. - Musiałeś pomylić planety, synu – powiedział. Zegarowy Chłopak popatrzył w jego oczy, gdyby je miał. - Nie rozumiem. - Tu nikogo nie ma – wyjaśnił Stop. – Jesteś sam. - To nieprawda! Pokaż mi drogę. Znak pokazał. Chłopak czym prędzej ruszył przed siebie. Z kim miałby walczyć, skoro jest sam? Skoro nie ma tu żadnego człowieka oprócz niego? Z kim? Nie mógł w to uwierzyć. Zawsze są inni. Widać to na pierwszy rzut oka. Widać ich ślady, które odnawiają, które codziennie zaciera miarowo natura. Po godzinnej jeździe zobaczył chaty na tle lasu. Chaty z desek i słomy. Wpadł na kamienną uliczkę z wertepami. Wioska była mała. Roiło się w niej od zwierząt hodowlanych, lecz nigdzie ni śladu człowieka. Zegarowy Chłopak szybko i skutecznie przejrzał każdy zakamarek. Brakowało tchu. Czasu było niewiele. - Kościół! – krzyknął, nie oczekując cudu. Pognał co sił w nogach do budynku z krzyżem. Kościół stał nad stawem dla topielców. W środku panowała całkowita pustka. Ławki jednak, rzędem ułożone, czekały... Woda święcona czysta, jakby przed chwilą nalana. Wszystko nie dla niego. Wyszedł. Wrócił po rower. - Bez sensu to wszystko – powiedział do siebie. Nie mógł znaleźć jednośladu. Ruszył na pieszo polną ścieżką. Zauroczyły go połacia kwiatów, gubiących swe nasiona w letnim wietrze. Dróżka wiła się po