Inne · 6 min czytania
Gdzieś przebiega ta granica...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{i}Gdzieś przebiega ta granica...{/i}
(...)Marek odprawiwszy więc czary, podszedł do dziewczyn, stanąwszy nad nimi swą posturą monumentu z promocji, chwilę się im przyjrzał i zmęczonym głosem wyzutym z emocji stwierdził, płosząc obserwującą i nasłuchującą z zewsząd ciszę:
- Uratowałyście mi życie.
- Tak. – Odparła po zastanowieniu Victoria, jednak nie była wcale dumna, czy usatysfakcjonowana swoim czynem i w końcu dodała. – Ale nie wiem, czy jest, za co dziękować.
Gdy Małgorzata dopaliła swojego papierosa milczącym, nostalgicznym gestem zgasiła go o parujący wilgocią asfalt, podkuliła nogi i spojrzała zawiedzionym wzrokiem, najpierw na przyjaciółkę, a potem na Marka, w końcu rozczarowana wstała i wdzięcznym, kuszącym ruchem odeszła, jakby chciała pokazać mu jak wiele stracili, bo przecież koniec nastąpił już tak dawno temu. Przez cały czas milczała, a na jej twarzyczce czerniała łzawa kreska rozmazanego tuszu, modernistyczny, zaschnięty już obraz płaczu. Gdy obcasy Małgorzaty zaczęły milknąć, a jej sylwetka rozmywać się, Marek zrozumiał, że nie tylko on to przeżywał.
- Wy naprawdę cierpicie… – Powiedział śmiałym głosem odkrywców, naukowców i filozofów, tych wszystkich, których nagle nawiedza olśniewający pomysł.
- A ty, co myślałeś?¬- Spytała z irytacją i złością Victoria.
Część 22 / 2
- No wiesz, w tym, hmm, - nie wiedział, jak powinien wyrazić swoje obawy i przemyślenia, w końcu dokończył – powiedzmy, w dzisiejszym świecie, ludzie mają różne fanaberie…
- Kochany, mylisz pojęcia: nie o świat tu chodzi. Głupi żart…– Victoria wyraźnie się przejęła i postanowiła dać mu ostatnią lekcję. – Świat w swoim podstawowym sensie nas nie interesuje, przecież wiesz. Jesteście obrzydliwie szarym potocyzmem… Już dawno postanowiłyśmy nie być częścią tego… – W tym momencie wykonała pełen pogardy gest, rozkładając ręce, jakby próbując objąć wszystko wokół nich i dokończyła. – Ale wiesz co, trochę racji masz…Każdy ma swój fetysz…
Powiedziała to, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że jej nie zrozumie, że nie pojmie, jak wiele ją i Małgorzatę to wszystko kosztuje. Nie chodziło nawet o to, że Marek był zbyt tępy, owszem był bardzo inteligentny, tyle, że ludzie widzą to, co chcą widzieć i nie zauważają rzeczy niepasujących do ich obrazu świata i rzeczywistości. Jej piersią wstrząsnął gwałtowny szloch, jednocześnie: smutku, desperacji i śmiechu.
- Śmiejesz się, czy płaczesz? – Zapytał zdezorientowany Marek.
- A czym to się różni…– Odparła i z napiętym wyczekiwaniem, wyzywająco spojrzała prosto w jego oczy oraz duszę, uśmiechnęła się, bo znalazła tam dramatyzm, bo wiedziała, że to ładny obraz, a zaraz potem przeszedł ją kolejny dreszcz na myśl o nadchodzącym, kolejnym cierpieniu.
- Dla was ważne są tylko emocje. – Usiadł obok niej i kontynuował. – Im silniejsze…
- A jednak coś nas łączy. – Z cichym szelestem pożądania odchyliła od tyłu głowę i wystudiowanym, delikatnym ruchem odgarnęła do tyłu atramentowy kosmyk.…