Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 4 min czytania

Generacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Oskarżenie... Nastała noc. Słońca już nie widać, tylko ta złudna łuna na zachodzie oddaje ostatnie tchnienie blasku. Siedem dni, siedem dni wędrówki, chleb z nieba, woda z kamieni. Miałem siły, miałem moc czynienia cudów, gdzież sie podział ten raj. Przysiadłem tylko na chwile, umysł mój tylko raz sie zachwiał i stało sie to, co było przepowiadane po wielekroć. Zasnąłem, na jak długo nie wiem, sukuby mnie opanowały dając złudne nadzieje i rozwianie trosk. Piękność ich, nie bywała, zdominowała szybko. W tle głuszy pośród której jeszcze tak nie dawno stąpałem dało sie słyszeć wołanie. Słów nie rozumiałem, lecz ostrzeżenie można było z nich miarkować. Nie słuchałem, krzycząc: Carpe Diem i tak sądząc wdałem sie w taniec z sukubem. Znudził sie on szybko, zmiana melodii inny duch i tak ciągle i ciągle. Całe siły utopiłem w szaleńczym tańcu, opadając bez tchnienia dopadły mnie wszystkie, krew spijając nie dając szansy westchnienia za ratunkiem. Krwawa ofiara , której można było uniknąć, siła i wartości bezgraniczne i święte zaginęły. Gady przeklęte omiotły me ciało i umysł, i na dusze miarkowały sępim wzrokiem. Czemuż to ja głupiec zatrzymałem sie, czyż bym sie zmęczył drogą, czyż bym miał dość wolności?. Czy za prawdę pragnę być niewolnikiem i bezduszną maszyną wypełniająca nakazy demona? Kim jestem by decydować, kim jest ta istota, która dominuje złudnie na de mną. Teraz pozostaje mi regeneracja sił, i zdrowienie powolne, cierpieć będę, ogień uszlachetnia, stare rany znów rozdrapane, sam je wyliże. Radości złudnej nie uświadczę, prędzej zgnije mój uśmiech nim postawie stopę na nie równym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%