Psychologia · 4 min czytania
Geniusz II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Geniusz znów przemówił. Miało to miejsce tuż po obiedzie, kiedy jego koledzy udawali, że ucinają sobie sjestę. Co prawda nie powiedział zbyt wiele, cała wypowiedź jak zwykle zamknęła się w lakonicznym "nie przeszkadzajcie mi już", tym razem położył nacisk na "już". Brzmi jak urywek bełkotu wariata, choć znając Go uznałem to za zazwyczaj niepokojący urywek bełkotu wariata. Zwłaszcza to cholerne "już". Trudno jest mi wyrazić w tak krótkiej notatce, jak bardzo jedno zdanie w połączeniu ze spojrzeniem i uśmiechem może wyprowadzić człowieka z równowagi. Wymówił "już" w sposób, jak gdyby cały dzień nękano go pytaniami, przerywano skupienie, absorbowano uwagę, szturchano, ciągnięto za rękaw, hałasowano czy jak tam jeszcze można przeszkodzić w ważnym zajęciu. A przecież miał święty spokój. Prawie poczułem ogrom pracy jaki wykonuje, ba, przez chwile wręcz poczułem się winny hamowania rozwoju ludzkości. Jak intonacja i mimika może zmienić sens zdania! A ten uśmiech pełen pobłażliwej pogardy...zgroza. Musiał być kiedyś mistrzem manipulacji, do teraz mam wrażenie, że usłyszałem jego słowa bez pośrednictwa uszu, że zadźwięczały wewnątrz głowy przerywając strumień myśli, moją wewnętrzną małpę. Z resztą jak go zobaczysz sam się przekonasz jak potężna moc wpływania na innych przypadła mu w udziale. Nie chcę zamęczać Cię opisami moich wewnętrznych przeżyć, jeszcze pomyślisz, że zbyt długie przebywanie z tymi ludźmi otępiło moje zmysły w stopniu w którym mógłbym bez wyrzutów sumienia do nich dołączyć. Niemniej ten mądrala zbyt mnie intryguje bym mógł wyrzucić go z głowy na te kilka chwil, które spędzam w domu. Nigdy nie byłem pracoholikiem, jak dobrze wiesz zawsze potrafiłem rozdzielić obowiązek od przyjemności. Teraz mam z tym problem, ten przypadek zdecydowanie mnie…