Fantasy · 4 min czytania
Gigant i chłop
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Usiadłszy na brzegu stodoły, gigant myśleć począł. Schował maczugę w drzewie i podparł się wolną ręką o zarośniętą czarnym gąszczem brodę. „Gdyby krowy kwiczały, gęsi ćwierkały, psy by piszczeli, a konie muczeli, to czy krowy byliby świniami? A może świnie krowami…”. Tak w rozmyślaniach zatopion, nie zauważył chłopa, który z widłami przyszedł by z własnej obory giganta przegonić. Chuchał i dmuchał, krzyczał i prychał ale uwagi olbrzyma nie zwrócił. I jak się nie napnie, jak się szarżą z widłami na sztorc nie puści! Tak kłuć począł zapamiętale kostkę i piętę wielkoluda. Rogowa skóra giganta… no cóż, nie zauważyła nawet jak cieniutkie szpileczki wideł zagłębiają się ledwie w twardym, naturalnym pancerzu. Gigant tymczasem ocknął się z zadumy i dostrzegł chłopa, który co rusz zamachiwał się potężnie, by zadać, w jego mniemaniu, kolejny straszliwy cios. Śmiechem gromkim ryknął, obejmując przy tym brzuch rękami. Rechotał do rozpuku, poklepując kolano, gdy napotkał obrażone spojrzenie chłopa. Zamilkł z wyrazem radosnego oczekiwania na twarzy, a chłop chwycił się pod boki i klnąc na czym świat stoi, ją bluzgać giganta od świń i ich łajna, od gamratek i ich łajna, oraz całej rzeszy innych, mało chwalebnych osób, stworzeń, zawodów czy miejsc. Chłop był do tego stopnia kląć nawykły, że gładko przeszedł z osoby olbrzyma na jego matkę, potem ojca, dziada i tak to paru pokoleń w tył, uświadamiając kolosa w jak podłej rodzinie się znajduje. Gigant zanosił się śmiechem tak wielkim, że po chwili dostał