Komedia · 7 min czytania
Gimnazjalny słoik - Kulturowa edukacja (Cz. I)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Elegancka spódniczka? Może wygodne spodnie? Biała bluzka? Hmmm… krótki rękaw nie, bo byłoby mi chłodno. Ta z długim była beżowa i nie pasowała do spódniczki. Jednak spodnie. Jak spodnie, to beżowa bluzka. W końcu to tylko kilka lekcji i filharmonia. Pewnie i tak nikt nie potraktuje „stroju galowego” na poważnie. Znając moją klasę, wysilą się na biały podkoszulek pod kolorową bluzą. Pomyślałam chwilkę o dwudziestu chłopakach w mojej klasie. Na podstawie doświadczeń mogłam stwierdzić również, że kilku z nich nie przyjdzie, bo na takie nudy chodzić nie będą. Kilku na pewno nie zrozumie znaczenia słowa „galowy” a znajdą się również tacy, którzy nawet ubrani na galowo, przywołają na myśl coś brudnego i starego, zawiniętego w coś białego. Zdecydowanie. Pamiętam jak w tamtym roku Osek kłócił się z nauczycielami, żeby mógł zatańczyć poloneza na zakończenie roku w dżinsach i adidasach. Przynoszą wstyd nawet, gdyby owinąć ich złotym papierem i przewiązać czerwoną wstążką.
Spodnie były jednak trafnym wyborem. Było chłodno i mżyło, więc wolałam sobie nie wyobrażać, jak wyglądałabym w rajstopach mokrych po uda i rozlazłych, rozmoczonych sandałkach.
Kierowałam się do boksu mojej klasy, gdy jakiś niezidentyfikowany osobnik pociągnął mnie za lewy rękaw i wylądowałam z nim na ławce. Justynie wirowały w oczach stuknięte światełka i najwidoczniej chciała mi coś powiedzieć, ale głupi uśmiech nie schodził z jej twarzy. Ecia siedziała kawałek dalej i wpatrywała się przed siebie, przypominając niedorozwiniętą roślinkę. - Wiktoria… - Twarz Justyny rozjaśniła się, przerażając mnie. - Idiotko, daj mi się przebrać bo zaraz dzwonek mamy. – Uczepiła się pijawka mojego rękawa – Justa no poczekaj, zaraz przyjdę! - Wiktoria… Widziałaś naszych chłopaków dzisiaj? Przewróciłam gałkami ocznymi z taki rozmachem, że aż mnie zabolały. - Głupku, jak ich miałam widzieć jak na mnie naskoczyłaś? Poczekaj, przebiorę się i zaraz wracam. Weszłam do szatni. Nie, pomyliłam boksy. Wyszłam. Sprawdziłam. Nie, nie pomyliłam. Przebrałam się i wróciłam do Justyny. - Justa… Widziałaś naszych chłopaków? – Spytałam. - Acha… Widziałam. A ty widziałaś? - Widziałam…
Dzwonek na lekcje był znakiem dla grupy samców, wychodzących z szatni naprzeciwko mnie. Siedząca koło mnie roślinka powłóczyła za nimi wzrokiem. Ubrani byli w białe, o dziwo czyste i wyprasowane koszule, garniturowe spodnie i eleganckie buty (A ja miałam na sobie jakąś beżową bluzkę?!). Niektórzy nawet umyli włosy i użyli do ich wymodelowania jakichś kosmetyków. Uświadomiłam sobie, że to dobrze, że wszyscy trenują koszykówkę. Przynajmniej prezentują się doskonale. Ostatni wyszedł Osek. Osek? Tak, to on. Nie miałam pojęcia, że jest aż tak dobrze zbudowany. Matko, jaki on wysoki. I te jego włosy… To on jest blondynem? Jak ja to mogłam przegapić?!
- Pamiętacie jak wam mówiłam, że oni są nawet przystojni? – Ecia obudziła się z letargu. - Ale oni nigdy nie byli przystojni. Tylko tak jakoś… dzisiaj. Udało im się.
Siedziałam na angielskim, ale nawet gdyby