Środowisko · 4 min czytania
Gra kompozycyjna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}+2a – b{/b} Już z daleka dostrzegli akordeon i teraz zgadują, do którego przedziału wejdę. Mam zwyczaj, że przechodzę od ostatniego do pierwszego i nie wyobrażam już sobie inaczej. Celowo stoję w widocznym miejscu, na linii ciekawości czy nadjeżdża dziesiątka, czy czternastka. I tak jak byłem uczony - ilekroć skrzyżuję spojrzenie ze zniecierpliwionym pasażerem, nie ważne jak gniewne, smutne czy lekceważące ono będzie, uśmiecham się szeroko i uprzejmie potakuję chwytając koniec czapki. Prawie ją zdejmuję.
Podjeżdża. Nie wiem jaki numer. Spoglądam za to na ilość ludzi w środku. Gdyby panował tłok, to moja obecność z pewnością ich rozzłości i nie zmieni tego nawet sto prawie zdjętych czapek. Staję z boku drzwi, zapraszam i wyobrażam sobie, że jestem częścią obsługi odpowiedzialną za serdecznie przywitanie. Na koniec wchodzę, szeroko rozstawiam nogi, zapieram plecy o poręcz, zdejmuję blokadę i głośno mówię „dzień dobry”.
Są w zasadzie trzy, może pięć melodii, których oczekują. Zagram je, ale dopiero pod koniec dnia, gdy już opadnę z sił i przestanie mi zależeć. Kiedy będę musiał zarobić. Do tego czasu pozostaję sobą. Rozpoczynam bardzo głośno i te dźwięki zaskakują ich. Na chwilę gasną rozmowy. Zamierają. Pierwsze dźwięki powinny być łagodne i narastać stopniowo. Tak było, przy czym zagrałem je cztery przejazdy wcześniej. Oni nieświadomie dołączyli w środku większego koncertu.
Po tym jak zdziwienie ustępuje i wracają do rozmów i czytania książek, ja przechodzę do głównej części. Odważnie kładę tylko jeden akord, jak gdyby lewa ręka przymarzła mi do guzików. Pulsuję nim w oszalałym, nieregularnym rytmie. Na tym tle wprowadzam znaną melodię. Dysonans jej tempa i harmonii z tłem jest tak nieznośny, że nie pozwala doczytać gazety i zaplanować dnia. Ta muzyka brzmi jak pojedynek dwóch grających jednocześnie akordeonistów. Zamykam oczy i po prostu uśmiecham się. Jestem szczęśliwy.
Tramwaj zwalnia. Najtrudniej jest mi wytrzymać wejście nowych,…